poniedziałek, 19 maja 2014

Felix- pierwsze spotkanie.

                                                                  FELIX

-Jestem Felix. A ty?-przedstawiłem się ślicznej dziewczynie. Słyszałem, że Semax jakąś porwał, ale nie sądziłem, że takie piękności pojawią się w posiadłości. 
-Jestem Astrid. Dziękuję za pomoc-odpowiedziała mi. uśmiechnęła się nieśmiało i ze zdenerwowania zaczęła przygładzać przemoczoną sukienkę.  Było jej zimno.
-Co cię tu sprowadza, nie widziałem cię jeszcze, a ja raczej znam wszystkie piękności tego miasta-zaśmiałem się trochę nerwowo. Nie chciałem wyjść na natarczywego-Może przejdźmy do jakiegoś pomieszczenia, ogrzejesz się.
-Dobry pomysł, nie wiem czy zauważyłeś, ale trochę zmokłam-powiedziała zdenerwowana i szybko wstała. Od razu jęknęła z bólu.
-Pomogę ci-powiedziałem i wziąłem ją na ręce-Co cię tu sprowadza?
-Pomoc a rozmowa, to dwie różne rzeczy. Na tą drugą nie mam ochoty-odparła sucho i wyraźnie nie chciała mnie dotykać. No cóż, poważnie pogadam sobie z Semaxem...

                                                             ASTRID

 Byłam dla niego niemiła, ale nie mogłam się przy nim rozpłakać. Noga bolała mnie jak diabli, a w dodatku nie bardzo chciałam spotkać tego zdrajcy. Niemalże zapomniałam o Nathanie. Nie wiedziałam gdzie był, ale byłam na niego nieźle wkurzona. Nie wiem jak mógł pozwolić na taki ruch ze strony Semaxa. Dlaczego tak pomyślałam? Przecież ja go kochałam. Chyba, że zaklęcie tak działa. Pewnie miałam go znienawidzić. Albo to wcale nie była miłość? Nigdy nie powiedział, że mnie kocha, ja też mu tego nie powiedziałam. Wtedy nic nie było oczywiste. Trudno było mi uwierzyć w istnienie miłości i szczerości. Każdy okazywał się kimś innym, Clarise też nie było, zostałam sama. I zamiast spróbować zyskać kogoś zaufanego, zachowuję się jak rozpieszczona księżniczka...
-Jestem z Edin, ale odeszłam stamtąd do Crystalize. Byłam tam, do niedawna, nie wiem jak to się stało, że tu jestem. Ktoś musiał mnie porwać-odezwałam się. Byłam prawie pewna, że chłopak jest na mnie obrażony. Nie zdziwiłabym się, byłam oschła, kiedy on mi pomagał. Ale odezwał się.
-Nawet wiem kto-odpowiedział i miałam wrażenie, że trochę się uśmiecha-Nie powinien był cię zaczarować.
   Wiedział. Kim on był? Felix? Czy ja go gdzieś poznałam? Musiałam dowiedzieć się, co jeszcze wiedział.
-Nie powinien to mało powiedziane. Oszukał mnie. Znowu-ciągnęłam tę "superprzyjemną" rozmowę, tylko po to by wydobyć jakieś informacje.
-Wiem kim on jest, co robi i co robił. Wiem też, że nie powinnaś marnować łez na tego dupka, bo jeszcze pocierpisz, a nie warto być przewrażliwionym-powiedział i okazało się, że stoimy przed drzwiami jakiegoś budynku. Wokoło nie było żywej duszy. Ulice siały pustkami. Felix delikatnie postawił mnie na ziemi i wreszcie mogłam przyjrzeć się jego twarzy. 
   Miał delikatne rysy, jasne oczy i roześmiane spojrzenie. Był nieziemsko przystojny, aż się zaczerwieniłam i szybko odwróciłam wzrok. Przecież nie warto być przewrażliwionym...



                                             FELIX 


  Przez chwilę myślałem, że mnie pocałuje. To byłoby dziwne, ponieważ dopiero ją poznałem. Ale też trochę tego chciałem. Zrobiło mi się głupio, więc wziąłem ją pod ramie i pomogłem wejść po trzech stopniach, prowadzących do mieszkania. Było duże, ale wprowadziłem ją do salonu. Włączyłem ogrzewanie i poszukałem jakichś suchych ubrań. Przyniosłem jej duży beżowy sweter i wełniane skarpetki. Okazały się dużo za duże i w swetrze wyglądała jak w sukience. Była niziutka i malutka. Włosy miała brązowe, ale jaśniały w oczach. Niebieskie, świdrujące oczy oglądały pokój. Zrobiłem jej herbatę i dałem koc. Wypiła napój, zwinęła się w kulkę z fotelu i szybko zasnęła. Usiadłem na fotelu obok i przyglądałem się jej. Na nogach i rękach miała blizny, ale stare. Świeże też były, ale wyglądały jak zadrapania, zarobione w lesie. Kostka była spuchnięta. Dodałem do herbaty leki przeciwbólowe, żeby szybko się zregenerowała. Przykryłem ją kocem i wróciłem na fotel. Oczy same mi się zamknęły...




Hej, to znowu ja :) mam nadzieję, że mimo zmiany narracji, opowiadanie się podoba. W załączniku zdjęcie jakiegoś przystojniaczka, który wg mnie idealnie pasuje na Felixa. 

No to miłego wpatrywania się w Felixa (wiem, że to robicie dziewczyny) i do następnego posta :D Wygnanka...



niedziela, 18 maja 2014

   Clarise chodziła po wiosce. Dziwiło ją, że żaden z mieszkańców nie zauważył niczego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni, miesięcy. Pomyślała jednak, że prawdopodobnie to wszystko działo się tylko w jej małym gronie bliskich. Ludzie tak jak zwykle, chodzili na imprezy, robili zakupy, chodzili nad morze, oddawali się radościom życia i po prostu żyli. Szybko przestała myśleć o innych. Zaczęła myśleć o Nathanie. 
   Nie mogła pozwolić na jego jakikolwiek związek z Astrid. Wiedziała, że to po prostu nie wyjdzie. Ona go zmieniała. Nigdy nie był sobą przy niej. Ze spokojnego żartownisia, zmieniał się w trzęsącego portkami romantyka. On taki nie był. Astrid była inna. Obowiązkiem Clarise było zadbanie o swojego przyjaciela. Znaczyło to odpędzenie Astrid. Raz na zawsze. 



                                                                     * * *

   Astrid chodziła z Semaxem po wielkim ogrodzie. Co kilkaset metrów pojawiały się altanki. Słońce powoli zachodziło, a ziemia była mokra przez deszcz, który spadł kilka godzin wcześniej. Chłopak nie mówił dużo. Pytał ją o tym co robiła po ucieczce. Potem, chwycił ją za rękę i przysunął ją do niej. Pozwalała mu na to. Kiedy był bliżej, mogła napawać się jego zapachem. Był cudowny. Trudno go opisać. Każdy czułby go inaczej. Magia zawsze ma w sobie lukę, przez którą można ją zdemaskować. W tym przypadku kiedy się do siebie zbliżali czuła inny zapach. 
-Chciałbym cię przeprosić. Skrzywdziłem cię, ale żałuję i chcę to naprawić. Zostaniesz ze mną?-zapytał i spojrzał jej prosto w oczy. Byli jeszcze bliżej niż wcześniej. 
-Pachniesz inaczej-zauważyła i od razu się odsunęła- Teraz jeszcze inaczej. Co to ma znaczyć?! Jak mogłeś? Myślałeś, że urok ci pomoże?! Nie wybaczę ci. Nigdy. Nie potrafisz radzić sobie z życiem, nawet kiedy chodzi o kontakty między ludzkie-krzyczała na niego zdenerwowana. Semax próbował coś powiedzieć, ale Astrid szybko się odwróciła i zaczęła biec. 
   Uciekała. Przed wszystkim. W myślach wrzeszczała na siebie, na swoją głupotę. Jak mogła się tak pomylić? Przecież on nigdy by się nie zmienił. Nie potrafi być uczciwym, szczerym i kochającym. Przez moment myślała, że naprawdę się zmienił. Ale oszukiwała samą siebie. Oczywiście zaczął padać deszcz. Zdjęła buty, żeby szybciej biec i schować się przed deszczem. Kiedy szła z Semaxem przez ogród, widziała kilka altanek. Przez deszcz nic nie widziała i biegła na oślep. Pod nogami miała błoto. Poślizgnęła się. Skręciła kostkę, a sukienka od błota nadawała się do wyrzucenia. Ale dalej się poruszała jak najszybciej mogła. Chłopak nawet nie próbował jej zatrzymać. To było oczywiste. Nigdy mu nie zależało na niej, tylko na jej genach. 
   Ból kostki był nie do zniesienia. Przystanęła na moment i rozejrzała się po ogrodzie. Wszystko straciło urok. Wydawało jej się, że jest w labiryncie. Nieskończone alejki, uliczki, tajemnicze ścieżki. Jednak coś zwróciło jej uwagę. Biała altanka, 20 metrów przed nią. Ledwo ją widziała przez deszcz i ciemność, nie wiedziała, czy kogoś tam nie ma, a wolała nie pokazywać się komukolwiek w takim stanie. Postanowiła, że zaryzykuje upokorzeniem, bo inaczej skręcenie będzie zbyt ciężkie do wyleczenia.  Przykuśtykała i usiadła na drugim stopniu schodków, znajdującym się już pod dachem. Zaczęła masować stopę i choć trochę oczyścić ubranie, kiedy poczuła, że ktoś dotknął jej ramienia.
-Potrzebujesz pomocy?-zapytał towarzysz. Był to średniego wzrostu blondyn z jasnymi oczami. Miał na sobie czarną koszulę i czarne jeansy. Wyciągał do niej rękę, żeby pomóc jej wstać. Chwyciła go, a on pomógł jej przykuśtykać do małej ławeczki. 
-Jestem Felix. A ty?
-Jestem Astrid. Dziękuję za pomoc.


                                                                         
   




Hej, tu znowu ja :) od razu przepraszam za długą nieobecność, ale mam ostatnio bardzo mało czasu, a oceny same się nie poprawią. Pomyślałam, że zmienię trochę sposób narracji. Ale tylko w przypadku Astrid i Felixa. Nad resztą jeszcze się zastanowię. Mam nadzieję, że się podoba, a jeżeli tak, to komentujcie :D 


poniedziałek, 12 maja 2014

Hej, to znowu ja! ;) zanim wstawię ciąg dalszy chcę wam pokazać mojego aska, jak macie moment to wejdźcie i zapytajcie o coś. Może dotyczyć opowiadania, na wszystko odpowiem. Oto on: http://ask.fm/account/wall miłego wypytawania :)

piątek, 2 maja 2014

Hej, tu znowu ja ;) zanim zacznę dalszy fragment pomyślałam, że wstawię piosenkę, która skojarzyła mi się z Clarise. Mam już kilka piosenek, które bym chętnie wstawiła w różne miejsca w opowiadaniu, ale nie wiem co o tym myślicie. https://www.youtube.com/watch?v=mWRsgZuwf_8 . Okej, do dzieła!



   -A może ta?-Ralda usilnie próbowała pomóc Astrid w doborze sukienki na kolację. Niestety dziewczyna nie mogła się zdecydować.
-Żółta? Na pewno?-odparła niepewnie- Ja myślałam o tej.
   Pokazała Raldzie srebrną suknię do ziemi, wyglądającą jak suknie księżniczek z praczasów. Na dole miała wszyte czarne ptaki, a im wyżej tym jaśniejsza się stawała. Lśniła blaskiem księżyca.
-Załóż ją-poleciła jej służąca- Jest piękna.
-Już wiem co założę na kolację!-pisnęła zza parawanu Astrid, po czym dodała z mniejszym entuzjazmem-Na pewno nie tą kieckę!
   Sukienka wyleciała górą i opadła na podłogę. Tak jak wszystkie inne. 
-Przypomniało mi się coś-oświeciło nagle Raldę- Semax chciał żebyś założyła tą.
   Azjatka podbiegła do dużej szafy w rogu garderoby i zaczęła grzebać w stercie materiałów, pudełek i butów. Minęła dłuższa chwila, po czym zwycięsko wyjęła jedno z pudeł.
-Mam!-ucieszyła się i podała paczkę Astrid-No otwórz!
   Otworzyła niepewnie pudło i już wiedziała co założy. Czarną sukienkę do kolan, ze złotymi ćwiekami na barkach i w talii. Uszyta była z przyjemnej dzianiny, wymieszanej z jedwabiem. 
-Wyglądasz...cudownie!-powiedziała Ralda, kiedy zobaczyła Astrid w nowej sukience- Pomyślałam, że mogłabym ci upiąć włosy w wysoki kok z kokardą z włosów. Zrobię ci złote kreski na powiekach i wytuszuję rzęsy, a na usta nałożę wiśniową pomadkę. Chodź, mamy półtora godziny, potem już będę musiała cię wypuścić-dziewczyna tak się cieszyła, że cała jej twarz była zarumieniona.
-Wiesz co, myślę, że tak będzie świetnie, ale chciałabym przefarbować włosy. Elecktra mi je ścinała i zmywała blokady, ale chyba wolałabym je żywsze-wyznała jej Astrid-I dłuższe.
-Jeszcze dłuższe?-zdziwiła się Ralda i rozpuściła Astrid włosy. Sięgały do pasa i były platynowe.
-Kiedy one tak szybko urosły? W każdym razie, chcę żeby były wiśniowe. Resztę pozostawiam tobie-uśmiechnęła się dziewczyna i pozwoliła pracować azjatce.  Po 80 minutach była gotowa. Czerwone włosy lśniły w świetle, a niebieskie oczy nabrały zielonkawego odcienia. Ralda podkręciła jej włosy i pozwoliła im swobodnie opadać na plecy. Na oczach zrobiła delikatne czarno złote kreski i pomalowała jej usta na wiśniowo. Wyglądała olśniewająco.
-Jeszcze buty. Myślałam o czarnych koturnach. Semax jest sporo wyższy, a buty dopełnią cały strój-powiedziała służąca i delikatnie przygładziła jej włosy. 
-Raldo, powiedz mi, ile masz lat?-zapytała Astrid, podczas zakładania butów.
-17.  Ale wyglądam na mniej, bo jestem nimfą. Wyczuwam też emocje innych. Nie bój się. On się zmienił dla ciebie-powiedziała jej Ralda-Chodźmy już, nie możesz się spóźnić.
   Szły przez długi korytarz, aż w pewnym momencie Ralda, kazała Astrid iść dalej samej. Przeszła jeszcze kilka metrów i zobaczyła ciemną sylwetkę. Im bardziej się zbliżała, tym mocniej czuła swój ulubiony zapach cynamonu. Chłopak się obrócił, a Astrid zapomniała o wszystkim co jej zrobił. Znowu był dla niej najważniejszy. 


                                                                    * * *


   Nathan wyruszył o świcie. Nie wiedział gdzie dokładnie jest Astrid, ale był pewien, że ją odnajdzie. Zdał sobie sprawę, że może zrobić dla niej wszystko. Clarise nie odzywała się do niego przez trzy dni. Nie chciał na nią nakrzyczeć, źle się z tym czuł, ale uważał też, że nie powinna tak się zachowywać w stosunku do Astrid. Dziewczyna za to, bardzo cieszyła się, że Nathan określił się w uczuciach. Wiedziała, że nie ma u niego większych szans. Zawsze opowiadał jej o Astrid, ale ona nigdy nie sądziła, że jej powrót jest realny. Ukrywała przed Nate'em co tak naprawdę do niego czuje. Zawsze był dla niej ważny, najważniejszy, ale ona najwyraźniej była na drugim miejscu. Myślała, że może jeżeli wymyśli historię z Semax'em i oddzieli Astrid od Nathana, to zajmie jej miejsce, przez jego współczucie. Kiedy wreszcie powiedział, na czym stoi, wszystko stało się jasne. Chciała go znienawidzić, oddalić się, ale był zbyt bliski i nie mogła pozwolić mu odejść. Chciała jedynie pokazać, że na Astrid nie może już czekać, bo ona nie wróci. Kiedy Semax czegoś chce, zawsze to dostaje. Nie ważne ile osób przy tym cierpi. 
   Szedł przez las. Trawa była jeszcze wilgotna od porannej rosy. Miał torbę z prowiantem, bronią i zapasowymi ubraniami. Miał nadzieję, że dotrze do jakiejś osady przed zmrokiem. Inaczej mógł nie przeżyć do następnego dnia. Ale ignorował ryzyko, bo dla niej zrobiłby wszystko.


                                                                    * * *



-Jak miło cię widzieć, po tylu latach-uśmiechnął się szelmowsko Semax-Może spróbujemy jeszcze raz-jestem Semaxylion, ale mów mi Max.
-Astrid-kąciki ust wędrowały ku górze. Max pocałował ją w rękę, a ona spąsowiała.
-Czy mogę?-zapytał i chwycił ją za rękę-Pięknie wyglądasz, a kolor włosów ślicznie podkreśla twoją bladą cerę-szczebiotał żeby ją rozśmieszyć. Podziałało od razu. Dziewczyna już była w nim zakochana, a on potrafił obudzić w niej dawne uczucia.
-Miło mi to słyszeć, ty też całkiem, całkiem-uśmiechnęła się. Już poprawił jej się nastrój. Część jej, wciąż pamiętała co się stało, ale zdecydowana większość, chciała o tym zapomnieć. 
-Chciałbym cię gdzieś zabrać. Pokazać ci miejsca, których nie pokazałem ci wcześniej. Pokazać jak się zmieniłem, chcę żebyś mi wybaczyła, bo jeżeli tego nie zrobisz...wszystko straci sens-wyszeptał jej na ucho i spojrzał w oczy. Dobrze znała tę sztuczkę. Normalnie na pewno by nie uwierzyła, bo wiedziała, że on tylko zwodzi, a potem zostawia z pustką w sercu. Tamtego wieczoru, serce waliło jej jak młotem, a ona nie potrafiła się na niego złościć. Coś było nie tak. Wszystko działo się za szybko. Ale ona była zbyt otumaniona, żeby to zauważyć.
-Dla ciebie zrobię wszystko-mówiła jak zaczarowana-Kiedyś mnie kochałeś...
-Nadal cię kocham. Ale ty mnie nie. A ja chcę to zmienić-wyszeptał i ją pocałował-Muszę się jeszcze pozbyć dzieciaka, ale to będzie proste...-pomyślał i zaczął oprowadzać Astrid po ogrodzie. Jego zaklęcia nigdy nie działały, aż tak dobrze jak tej nocy.








niedziela, 27 kwietnia 2014

-Astrid!- wyjąkał Nathan i upadł na drewnianą podłogę w pokoju. Płakał, jak dziecko. Nie mógł przestać szlochać. Clarie też płakała. Kiedy się uspokoiła, usiadła obok Nathana i pogładziła go po głowie. Łzy nadal ciekły jej po policzkach, ale potrafiła już normalnie mówić.
-Znajdziemy ją, Nate znajdziemy ją i będzie tak jak ma być. Semax pożałuje tego co nam robi-mówiła pewnym tonem, jakby mówiła przy jakiej temperaturze wrze woda. 



                                                                          * * *


   Obudziła się. Przetarła oczy i podparła się na ramieniu. Znalazła się w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Nie było tam okien, ani drzwi, tylko twardy biały stół, na którym leżała i mrugająca,mała, biała żarówka, na wysokim suficie. Było bardzo ciemno. Pokój oświetlała, jedynie żarówka. W pokoju był ktoś jeszcze.
-Dzień dobry, a może dobry wieczór- odezwał się, a jego głos rozpływał się po pokoju jak światło- Martwiłem się o ciebie kruszynko.
-Czego ode mnie chcesz?- zapytała Astrid, krzywiąc się z bólu. Kiedy usłyszała jego głos, wszystkie kości w jej ciele kazały jej uciekać. Ale nie mogła tego zrobić.
-Nie dużo. Ale nie czas na to. Nie jesteś może głodna?-powiedział swobodnie, jakby rozmawiał z przyjaciółmi przy kawie- Na pewno jesteś. Zaraz przyjdzie Ralda i cię przygotuje. Muszę ci jakoś zrekompensować utraconą randkę- dodał szarmanckim tonem i odwrócił się. Dotknął ściany w kilku miejscach, a ona rozsunęła się. Wyszedł. Kilka sekund później przyszła dziewczyna, ta o której mówił Semax.
-Astrid, tak? Miło mi, jestem Ralda. Pomogę ci dobrać strój i cię uczeszę. Semax mówił, że to ważne spotkanie- powiedziała dziewczyna.
   Była dość młoda, miała pewnie 14 lat. Z wyglądu przypominała azjatkę, ale miała blond włosy. Niska, ale z bardzo dorosłym spojrzeniem. Wydawała się jej dziwnie znajoma. Mogła być trochę starsza.
-Jakie spotkanie?- zapytała Astrid-Nigdzie się z nim nie wybieram, gdzie ja jestem? Chcę wrócić do Nathana, do Clarise, do Crystalize! O co chodzi? Ktoś mi wytłumaczy?-panikowała. 
-Spokojnie panienko, Jegomość przewidział twoje zachowanie. Mogę powiedzieć ci, że jesteś w Pałacu. Wiem co zrobił panience wielki Semaxilion...
-Mów do mnie Astrid!- niecierpliwiła się- Jeżeli chodzi o Semaxa, to nikt nie wie, co on mi zrobił. Tylko ja. Nawet on nie wie.
-Proszę mi wybaczyć jeżeli cię zdenerwowałam-odezwała się struchlała ze strachu Ralda- Wiem tyle, że bardzo cię kocha, odkąd uciekłaś nie zajmuje się niczym innym, oprócz szukania cię! Chciałabym, żeby ktoś tak pokochał mnie, jak on ciebie-wyrzuciła z siebie i od razu się skuliła, jakby bała się uderzenia. Jednak nikt jej nie pobił, nawet na nią nie nakrzyczał.
-Hej, przepraszam. Nie bój się mnie, ja nic ci nie zrobię. Może spróbuję z nim porozmawiać- powiedziała do Raldy.
-Chodź ze mną. Wybierzemy suknię, a ja potem cię uczeszę i pomaluję-odparła, wyraźnie udobruchana.

                                                                       * * * 
-Idę się spakować- rzucił chłopak i zostawił Clarise samą w pokoju. Ona poszła w ślad za nim.
-Chyba nie będziemy do niego jechać?!-zdziwiła się. Zależało jej na Astrid, ale najbardziej na świecie bała się wizyty u Semaxa.
-Jak chcesz to zostań, nikt cię nie zmusza- warknął w odpowiedzi. Był zdenerwowany, a postawa przyjaciółki, jeszcze bardziej wyprowadziła go z równowagi.
-Ty też nie jedziesz!-zatrzymała go-Wiem, że ci na niej zależy, ale...
-Ale co?! Myślisz, że mi tylko zależy? Znalazłem ją pół roku temu, po 7 latach nieobecności. Jeżeli myślisz, że to co do niej czuję jest tylko marnym zauroczeniem, to z pewnością się mylisz. Lepiej zostań. Tobie nie zależy-syknął i zamknął się w pokoju.
   Clarise wybiegła z jego domu. Nie chciała go zdenerwować. Było jej żal Nathana, bo wiedziała jak to wszystko się skończy. Nie chciała, żeby najbliższa jej osoba cierpiała tak bardzo. Rozejrzała się po wiosce. Pusta jak zwykle. Mało ludzi, a ci nieliczni, którzy nie wynieśli się do miasta pozamykali się w domach. Została sama ze swoimi demonami.





   Hej, tu znowu ja ;) mam nadzieję, że opowiadanie wam się podoba. Nie wiem czy uda mi się coś wstawić w ciągu tygodnia roboczego, ale może będę miała jakieś okienko. Buziaki ;* Wygnanka 

   

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 2.

   Wszystko działo się bardzo szybko. Nathan przybiegł, dopiero za trzecim wrzaskiem Clarise. W tym czasie Astrid zdążyła zemdleć. Kiedy chłopak wziął ją na ręce, myślał że dziewczyna umiera. Zabrał ją do lecznicy, ale kapłanki zabroniły mu zbliżać się do niej. Nate nic nie rozumiał. Kiedy przyszedł do przerażonej Clarie, zobaczył Astrid, ale nie mógł uwierzyć, że to ona. Miała prawie białe włosy i niebieskie oczy. Kiedy ją poznał była zielonookim rudzielcem. 
   Dziewczyna leżała w lecznicy kilka dni. Przez cały ten czas Clarice i Nate przychodzili do niej. Przynosili jej kwiaty do pokoju, Clarie dostarczała jej jeszcze nowe ubrania ze sklepu, a Nathan siedział z nią, aż do zmroku. Obiecał sobie, że znajdzie Semaxa i go zniszczy. Nie powiedział tego Astrid, bo wiedział, że ona mu nie pozwoli. Codziennie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o jej stanie zdrowia, ale kapłanki nic nie chciały mu powiedzieć.  W końcu po trzech tygodniach, dziewczyna mogła opuścić lecznicę. Była już zdrowa, ale nie rozmawiała z nikim i najwyraźniej nie miała zamiaru. Co jakiś czas powtarzała tylko krótką melodię. Jej włosy wyglądały jak połączenie złota i platyny- lśniące i bardzo jasne. Niebieskie oczy cały czas zdawały się na coś patrzeć. Dziewczyna zachowywała się prawie normalnie. Jadła, wychodziła z domu, rysowała, ale też bardzo często budziła się z wrzaskiem, z nikim nie chciała rozmawiać, a kiedy ją o coś pytali, odpowiadała mruknięciami. Mijały tygodnie, miesiące. Clarise pytała kapłanek dlaczego tak się dzieje. One nic nie odpowiadały. 
   Jednej nocy Astrid wyszła ze swojego pokoju i weszła do ciemnego pokoju, którego tak bardzo się bała. Była nieświadoma tego co robi. Kiedy była w środku zanuciła kilka razy tą samą melodię, po czym zaczęła wrzeszczeć. Chłopak martwiąc się o bezpieczeństwo dziewczyny, przybiegł i stanął jak wryty. Dziewczyna unosiła się w powietrzu, jej oczy świeciły w ciemności, a z ust wydobywał się wrzask. Próbował wejść do pokoju, w którym była, ale w drzwiach była jakaś bariera, która odpychała go od wejścia. Po około minucie Astrid po prostu spadła na ziemię. Oparła się na ramieniu i wyglądała, jakby nie wiedziała co się właśnie stało. Spojrzała na chłopaka, a kiedy się obróciła, zobaczyła zamaskowaną, czarną postać, która zabrała ją ze sobą w ciemność. Została po niej tylko kartka. Czysta kartka. Nic więcej. Znikła. 


 Hej, tu znowu ja ;) dzisiaj kolejny fragment, zaraz będę pracować nad rysunkami, a niedługo wstawię też muzykę. Jestem bardzo ciekawa tego, co myślicie o moim opowiadaniu, dlatego komentujcie do woli, a jeżeli macie jakieś pomysły na dalszy ciąg, możecie w komentarzach o tym napisać. Będę wdzięczna ;D Buziaki ;* Wygnanka   

wtorek, 22 kwietnia 2014

-Jesteś zmęczona, miałaś zły sen... Semax został wygnany siedem lat temu, a Clarisa jest u nas w domu. Chciała się z tobą zobaczyć- mówił jej, jak najspokojniej. Nie rozumiał jej, a po miesiącach milczenia w związku z jej pobytem w wiosce, nie sądził, że dowie się czegoś nowego.
-Widziałam ich! Mam list...- spojrzała na nocny stoliczek.
Kartki nie było. W drzwiach stanęła Clarise. Owinięta w gruby koc, zapłakana i z rozczochranymi włosami.
-Wrócę po ciebie za trzy godziny Astrid, pamiętaj- spojrzał jej w oczy i delikatnie pocałował ją w czoło. Potem poszedł. Dziewczyna podeszła do Lisy i mocno ją przytuliła. Tamta nie wytrzymała i ponownie się rozpłakała.
-Hej, co się stało? Już dobrze, zrobię ci gorącą czekoladę, dam jakąś cieplutką piżamkę, wyciągnę zapas chusteczek do nosa i spróbuję ci pomóc-mówiła do Clarie. Dziewczyna kiwała głową, niezdolna do rozmowy.
-Dzięki, wiedziałam że mi pomożesz... Nie przeszkadzam wam w randce?-zapytała przestraszona wizją psucia romantycznego wieczoru nowej przyjaciółce.
-Wszystko dobrze, Nate powinien zrozumieć-powiedziała jej Astrid, podając jej kubek z obiecaną gorącą czekoladą- Co się stało?
-To żenujące...
-Mów, przecież nie będę się z ciebie śmiać!-przekonywała ją Astrid- No dajesz.
-No jest taki...nieważne i tak go nie znasz. Po prostu on ma kilka dziewczyn naraz, a ja byłam jedną z tych kilku i on cały czas mnie oszukiwał,  a ja mu ufałam, a on tak najzwyklej w świecie mnie oszukał! I jeszcze cały czas wchodzi do moich snów i próbuje wszystko odwrócić, tak żebym czuła się winna...-szlochała dziewczyna, wstydząc się trochę swojego zachowania. Widać było, że nie pierwszy raz przechodziła przez coś takiego.
-Jak on się nazywa?-próbowała dowiedzieć się czegoś więcej o chłopaku, który złamał serce jej przyjaciółki.
-Semaxilion. Sam siebie nazywa Semax-odpowiedziała Clarise. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że właśnie koszmar Astrid na nowo się rozpoczął.
-Spokojnie, będzie dobrze. Kiedyś mu się odpłacisz. Będzie żałował, że tak cię potraktował...-dziewczyna próbowała być spokojna. Łzy napływały jej do oczu, więc szybko wstała z grubego materaca i odwróciła się od Clarise.
-Wszystko dobrze?-zapytała ją Clarie. Nie wiedziała, że kiedy pojawia się Semax, zawsze dzieje się coś złego.
-Tak, po prostu przypomniało mi się coś...Rozumiem cię. Spróbuj myśleć tak: Jego strata. Jeszcze będzie żałować. Nie jest mnie wart, a kiedyś mu przywalę-mówiła Astrid. Nie świadomie sama robiła, to co radziła Clarise.
-Masz rację. Nie jestem jej wart. A tym bardziej ciebie Astrid-jego aksamitny głos rozległ się po pokoju. Obydwie go usłyszały i obydwie spojrzały na siebie przerażone. Ktoś pogładził Astrid po policzku. Pachniał wanilią i cynamonem. Tak jak kiedyś. Astrid ze strachu pochyliła głowę i nie zdołała wydobyć z siebie głosu. Semax podniósł jej twarz i spojrzał w oczy.
-Zawsze wiedziałem,że masz w sobie geny druidki, ale nie sądziłem, że aż takie mocne. Jesteś taka jaką cię zapamiętałem. Najpiękniejsza. Pozwolisz?-szepnął ponętnie i delikatnie ją pocałował. Tak jak kiedyś. Clarise sparaliżowana strachem, zdołała tylko wrzasnąć: "Nathan"! W tym momencie Semax zniknął, a Astrid usiadła na łóżku i dotknęła policzka, którego przed chwilą dotknął Semax. Potem zaczęła się dusić

  Hej, Mega przepraszam, że tak późno i dopiero teraz, ale miałam lekko zagmatwane wszystko i dopiero teraz skończyłam to co siedziało u mnie w głowie. Obiecuję, że dodam rysunki i muzykę i obrazki z neta, wszystko, tylko żeby wam wynagrodzić tą przerwę.
  Buziaki :* Wygnanka




poniedziałek, 10 marca 2014

Tak z innej beczki...

Hej, to znowu ja ;D
   Przez ten tydzień nie dam rady nic wstawić, chyba że zdarzy się cud ;). Będę bardzo zajęta treningami i szkołą, więc uprzedzam, że do piątku raczej nic nie dodam...Potem wam to wynagrodzę, ale dziś jestem zbyt szczęśliwa i rozmarzona, by napisać coś, czego potem nie będę żałować :D
   Mam nadzieję, że mi wybaczycie i zrozumiecie (mam życie poza blogiem ;)), a ja się poprawię i będę wstawiać nowe fragmenty częściej.
  Wasza głupiutka i zakochana i jeszcze do tego rozmarzona
Because I'm happy! :D
Wygnanka ;D

wtorek, 4 marca 2014

-Jest idealny- odparła dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że będzie tu mieszkać-Jesteś najlepszym na świecie Nathanem jakiego zna ludzkość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj zamieszkam… to jak pokój z bajki…
Przytuliła go szybko i skoczyła na łóżko. Odbiła się jak na trampolinie.
-Jeżeli chcesz, możesz zmienić kolory… pilot leży w szafce, pod biurkiem. Wystarczy, że powiesz nazwy kolorów i dotkniesz pilotem poszczególnych miejsc.
Wyszedł. Dziewczyna otworzyła szafę. Zobaczyła w niej monitor.
-Witaj. Jestem Elecktra, z miłą chęcią przygotuję ci strój na dzisiejszy wieczór. Proszę ustawić się do skanu budowy ciała. Zajmie to dziesięć sekund- odezwał się komputerowy głos. Na ekranie pojawiło się jej odbicie. Podeszła bliżej, pozwalając się zeskanować kamerze.
-Stań na wadze, powinna się wysunąć-instruował ją głos- Skanowanie rozpoczęte. Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć…

   Kiedy szafa skończyła uzupełniać garderobę dziewczyny, Astrid zamknęła szczelnie drzwi i zaczęła szukać pokoju Nate’a. Chciała mu podziękować za wszystko, co dla niej zrobił. Oprócz tego, chciała namówić go do wyjścia na zewnątrz. Nocą wioska była ładniejsza niż za dnia.
   Nie mogła go znaleźć. Chodziła po całym górnym piętrze. Znalazła trzy łazienki, każda w odcieniach błękitu i zieleni, cztery sypialnie, trochę mniejsze niż jej własna i jeden ciemny pokój. Nazwała go tak, bo bała się do niego wejść... Było w nim coś dziwnego. Zeszła po schodach. Znalazła się w salonie, lub jadalni. Nigdy nie widziała większego pomieszczenia. Barek, plazma na ścianie, ogromny dębowy stół, panel kuchenny, wielka lodówka, książki z przepisami na półeczkach, dosłownie wszystko, co mogłoby się tam znaleźć.
   -Zjemy razem kolację?- zapytał Nate, który nagle stanął za nią- Jak nie chcesz, to nie musisz, po prostu pomyślałem...
-Bardzo chętnie-uśmiechnęła się Astrid- Nie mogę się doczekać.
   Dziewczyna uśmiechnęła się, a w jej oczach ukazał się blask, którego Nate jeszcze nigdy nie widział. To była nadzieja. Chłopak od dłuższego czasu chciał umówić się z Astrid, ale w Edin było to niemożliwe. Wszyscy ich znali, więc nie było mowy o prywatności. Plotki rozeszłyby się z prędkością światła, a gdyby im nie wyszło, na pewno mieszkańcy mieliby do nich pretensje. Poza tym w wiosce, Astrid miała przypiętą łatkę "niestałej", co wiązało się z tym, że ich bliscy odradzaliby ten związek. Oprócz tego, chłopak nigdy nie miał tyle odwagi by ją zaprosić. Czuł do niej coś więcej niż przyjaźń, coś czego nie potrafił nazwać. Często przyłapywał się na tym, że marzy o nich razem w przyszłości.  Jednak z czasem tracił jakiekolwiek nadzieje.  W chwili, kiedy zgodziła się na kolację poczuł, że otwierają się drzwi, które przez długi czas były zakluczone. 
  Astrid skakała z radości. Nie przypuszczała, że Nate będzie chciał ją gdziekolwiek zaprosić. Pobiegła po schodach do pokoju i wyciągnęła z szafy Granatową sukienkę do kolan. Miała z tyłu wiązanie i nie miała ramiączek. Granatowy materiał, pokrywała czarna koronka, która na dole sukienki zamieniała się w czarne motyle.
-Włosy, włosy, włosy-panikowała pod nosem dziewczyna.  Przyjrzała się sobie w lustrze na szafie. Długie ciemne włosy leżały na jej plecach jak martwe liście. Poszła do łazienki. Znalazła wodę utlenioną i nożyczki. Pomyślała, że mogą się przydać. Wróciła do pokoju, otworzyła szafę i pozwoliła jej działać. 
-Witaj Astrid, co dziś dla ciebie przygotować?-zapytała swym sztucznym głosem Elecktra z szafy. 
-Możesz mnie uczesać? Albo całkowicie zmienić fryzurę?- zapytała niepewna możliwości maszyny.
-Usiądź- z szafy wysunął się fotel, zupełnie jak u fryzjera-Co chcesz mieć na głowie?
-Zrób co uważasz, mam randkę-odpowiedziała dziewczyna. Przy wspomnieniu o kolacji z Nate'em, zarumieniła się.
  Astrid usiadła wygodnie w fotelu i pozwoliła maszynie działać. Po dwudziestu minutach przez szparę pod drzwiami wpadł list do pokoju. Dziewczyna zeskoczyła z miękkiego fotela Elecktry i łapczywie chwyciła liścik.
  "Przyjdę o 23, jeżeli będę się spóźniać, nie wychodź z pokoju. 
Nie mogę się doczekać. N."
   Dziewczyna poczuła w powietrzu zapach chłopaka. Nieświadomie wydała z siebie pisk. Przeczytała wiadomość tyle razy, że znała ją na pamięć jak wierszyk. Wciąż nie mogła uwierzyć, że wieczorem pójdzie na prawdziwą, całkowicie legalną i bezpieczną randkę z Nathan'em. Wróciła na fotel i pozwoliła dokończyć dzieło Maszynie.
-Gotowe-usłyszała Astrid po godzinie siedzenia-Idź pod prysznic,  jak się wysuszysz wszystko będzie na ciebie czekało.
  Dziewczyna podziękowała, a zanim poszła do jednej z morskich łazienek, wzięła co potrzebne do mycia- ręcznik, szlafrok, cynamonowy szampon, cedrową odżywkę i kakaowy żel pod prysznic. Nie było na nich etykietek, ale dobrze znała te kosmetyki. W domu, jako mała dziewczynka uwielbiała takie zapachy, a tylko jedna marka je produkowała. Nie znała ich nazwy, ale konsystencja płynów była aksamitna i przyjemna dla skóry. Woda była ciepła i miło muskała jej skórę. Po wyjściu z kabiny miała wrażenie, że przebywała tam całą wieczność. Minęło jednak tylko półgodziny. 
   W łazience na ścianie równoległej do prysznica, rozciągało się wielkie lustro. Szybko wysuszyła skórę i założyła satynowy szlafroczek. Jej włosy były znacznie krótsze, jeszcze niedawno sięgały do pasa, a po działaniach Elecktry lekko opadały na łopatki. Przedziałek z boku głowy i lekko pocieniowane włosy-tak wyglądała nowa Astrid. Przeglądając się w lustrze wciąż miała wilgotne kosmyki. Elektryczna stylistka kazała jej je wysuszyć. Na prostopadłej ścianie lustra wbudowany ekran dotykowy. Dotknęła go delikatnie nie chcąc niczego zepsuć. Ku jej zaskoczeniu na ekranie pojawiły się różne rysunki. Jeden z nich przedstawiał wiatr, więc dla eksperymentu, postanowiła go dotknąć. Z jednego kafelka poniżej ekranu wysunęła się suszarka do włosów.  Dziewczyna  chwyciła ją delikatnie, a kiedy poczuła ciepły podmuch, zaczęła suszyć włosy. Po dwóch minutach były całe suche.
   Wybiegła z łazienki, prosto do swojego pokoju. Na jej łóżku czekała wygodna tunika, leginsy  i miękkie puchate kapciuszki. Na nocnym stoliczku czekała gorąca czekolada, kawałek tiramisu i liścik:
"Będę najwcześniej o północy. Czekaj na mnie w pokoju, a teraz wyśpij się, albo chociaż odpocznij. Ta noc będzie niezapomniana... Stęskniony N."
   "Dlaczego przesunął spotkanie?". Przemknęło jej przez myśl, ale samo jego wspomnienie z powrotem zamąciło jej w głowie. Zgodnie z jego nakazem przebrała się, upiła kilka łyków ciepłego napoju, zjadła połowę ciasta i położyła się na stercie poduszek i kołder. Zasnęła.
   Miała sen. Wszystko działo się w domu Nate'a. Wciąż miała długie włosy, a na sobie sukienkę z owego pamiętnego dnia, kiedy została pojmana. Stała na korytarzu, na przeciwko ciemnego pokoju. Dobiegały do niej różne dźwięki. Raz śmiech Galii, chichoczącej na widok chłopców, którzy jej ulegli, a innym razem strzał w Mardę, który na zawsze pozbawił  ją życia. Wszystkie dźwięki wydobywały się z ciemnego pokoju, który teraz w pewien sposób ciągnął ją do siebie. Wyciągnęła rękę, choć wiedziała, że za drzwiami ciemności, jest coś złego, coś co ją zrani. Jednak musiała tam wejść. 
   Otworzyła szybko drzwi i zapaliła latarkę, która nagle znalazła się w jej ręce. Nagle w pokoju rozbłysło światło. Była w sklepie Clarise. Jak ostatnim razem światła ociągały się z rozpaleniem. Było bardzo cicho. Światła zbyt długo nie chciały się zapalić. Dziewczyna nie mogła ruszyć się z miejsca. Nagle na środku wielkiej hali zapaliło się jedno światło. Na ziemi leżała kochana Lisa. Astrid podbiegła do niej i zauważyła, że dziewczyna śpi... albo już nie żyje...
   Nad jej koleżanką, unosiła się ponura postać. Astrid wszędzie rozpozna tę twarz- ostre rysy, zielone oczy, blada cera i kasztanowe włosy. Semax był w wiosce.
-Aaaa!-obudziła się z krzykiem dziewczyna i zapaliła światło w pokoju. Na nocnym stoliku nie było już cudownego listu od Nathana, tylko mroczny, okropny świstek. Nie pachniał cedrem, tylko śmiercią i krwią niewinnych. 
"Nie chcesz być następną... Całuję Semax."
   Łzy spłynęły jej po policzkach. Wiedziała, ze nie jest już bezpieczna w wiosce. Wstała z łóżka, otworzyła szeroko drzwi i wrzasnęła drżącym głosem od płaczu:
-Nathan! Pomóż mi! Proszę...-głoś słabł jej z każdym słowem. Wiedziała, że coś złego stało się Clarise. W ciągu minuty chłopak stał tuż obok niej. Otoczył ją ramieniem i mocno przycisnął do siebie. Astrid nie wytrzymała i zaczęła głośno szlochać. Wtulała się w jego ramie, jakby miało ją to uchronić przed światem.
-Co się stało? Przestraszyłaś mnie-szeptał troskliwie Nate. Nie wiedziała jak zacząć.
-Semax się stał, a Lisa jest w niebezpieczeństwie.


 Przepraszam, że tak długo i tak późno, ale miałam bardzo zapchany tydzień ;), postaram się dodawać wpisy częściej. Mam nadzieję, że moje pisarskie wypociny jeszcze się wam nie znudziły ;D
Wygnanka

poniedziałek, 24 lutego 2014

Dalszy ciąg :D

  Poszła do najbliższego sklepu z ubraniami, który zauważyła. Nazywał się po prostu „Clothes”. Po wejściu do środka zadzwonił malutki dzwoneczek przy drzwiach. Mimo to, nikt nie pojawił się w środku.
-Halo?-zapytała cicho- Jest tu ktoś?
  Cisza. Dziewczyna obejrzała się wokół siebie. Nie było tu dużo ubrań, za to większość była czarna i granatowa. Podeszła do jednego z wieszaków i zaczęła przyglądać się bliżej bluzkom i sukienkom na ramiążkach. Wszystkie były w jej rozmiarze, tak jakby na nią czekały. Dotknęła jedną z czarnych podkoszulek. Była bardzo podobna do tej, którą miała na sobie, z jednym wyjątkiem- nie trzeba było jej skracać. W dotyku przypominała bawełnę, a z przodu można było wyczuć nadruk. Niestety przy ciemnościach panujących w sklepie nic nie wiedziała.
-Podoba ci się?- przerażona dziewczyna podskoczyła i natychmiast się obróciła- Nie bój się, jestem Clarise.
-Nie wiedziałam, że tu jesteś… Przepraszam, nie powinnam tu wchodzić-speszyła się Astrid- Jestem Astrid, dopiera przybyłam… wracam ze szpitala, dostałam jakieś ciuchy od tutejszych, ale szczerze, wolałabym chodzić w starej podartej sukience, niż w tamtych ubraniach.
-Ogarniam-odparła Clarise-Jak coś ci się spodoba możesz sobie wziąć i tak nikt ich nie kupował. Za tamtym wieszakiem są przymierzalnie, zaraz zapalę światło.
  Poszła. Miała w sobie coś podobnego do Astrid, coś, co sprawiło, że postanowiła dać jej szansę. Czarne krótkie włosy i zielono-żółte oczy dawały wrażenie tajemniczej samotniczki. Poza tym była bardzo niska i szczupła. Jej śniada cera dodawała egzotyczności, całej jej postaci. Astrid czuła, że musi ją poznać, …ale dopiero później.
-Poczekaj!-krzyknęła za oddalającą się postacią- Na pewno mogę wziąć, co chcę?
-Co chcesz i ile chcesz-wszystko jest twoje!- rzuciła nie odwracając się.
  Astrid ruszyła w stronę przebieralni. Wokoło na wieszakach wisiały ubrania, które wręcz ciągnęły do siebie. Kiedy światła błysnęły, zauważyła, że ubrania wcale nie były tylko czarne i granatowe oraz było ich znacznie więcej. Pod wieszakami stały najróżniejsze buty, botki, koturny i szpilki. W całym pomieszczeniu nie było nic pastelowego. Czarny, czerwony, biały, granatowy, fioletowy, ciemnozielony- te kolory królowały na wystawach. Łapczywie zgarnęła jak najwięcej części garderoby i zniknęła w przymierzalni. Spięła wysoko włosy i obejrzała swoje zdobycze.
-Hej, koleżanko!-krzyknęła Clarise zza drzwi- Wychodzę zapalić, jak już coś znajdziesz weź torbę spod lady i się zapakuj, nie czekaj na mnie!
  Kiedy tylko drzwi się za nią zamknęły dziewczyna przejrzała się w stroju. Założyła krotką i dopasowaną czarną sukienkę z ćwiekami na poszerzanych ramionach, a do tego jedyne złote szpilki znalezione w „sklepie”.
-Odpada, zbyt zadziornie-mruczała sama do siebie.
  Zręcznie zrzuciła kieckę i założyła krótkie czarne szorty i fioletowy top. Szpilki zmieniła na płaskie rubinowe botki ze złotymi perełkami na pięcie. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Rozpuściła długie włosy, pozwalając im swobodnie opadać na ramiona. Widziała niziutką piętnastolatkę z bursztynowymi, ciekawskimi oczami, malinowymi ustami, które często nie potrafiły powstrzymać jej ciętego języka. Do tego ledwo widoczne piegi na policzkach. Wolała je maskować, za bardzo przypominały jej Galię, od której chciała się odróżnić. Poranione ręce i nogi, pełne blizn po brzytwie, po którą tak często sięgała pod nieobecność Nate’a. Kategorycznie musiała się przebrać.
-Musi gdzieś tu być!-denerwowała się, przerzucając ubrania, w poszukiwaniu czarnej (jak zwykle) bluzki z długim rękawem, pozwalającej zakryć blizny i długich, obcisłych jeansów.
-Wróciłam!-oznajmiła Clarie, po wejściu do środka- Ktoś cię szuka, ktoś bardzo umięśniony, przystojny, z nienaganną fryzurą… wspominałam jak bardzo jest umięśniony?... A najlepsze jest to, że nie ma dziewczyny! Poznajesz typa? Ja nie bardzo…
-Ja poznaję, chociaż trochę przesadziłaś… nie ma wcale „nienagannej” fryzury-odpowiedziała Astrid. Już polubiła tą całą Clarise…
-To chyba muszę iść do fryzjera, ale miło słyszeć, że co do reszty nie masz zastrzeżeń…Szukałem cię, już miałem zwoływać grupę poszukiwaczy, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd Lisa cię odnalazła i wszystkie przygotowania spełzły na niczym-powiedział z udawaną przykrością.
-Wybacz mi, nie wiem, co we mnie wstąpiło, że cię zostawiłam-powiedziała z sarkazmem dziewczyna- Wiem, że nie możesz beze mnie żyć…
Cmoknęła go w usta i schowała się w przymierzalni. Miała nadzieję, że nie zauważył jej blizn…
Szybko założyła czarną koszulkę i rurki, które nagle znalazły się na samej górze ubrań.
-Jestem już gotowa- pokazała się, po wyjściu z szatni- Nate, kochany poniesiesz mi zakupy? Dziękuję!-uśmiechnęła się zwycięsko- Mogę wziąć, aż tyle Lisa?
-Powtarzałam, już chyba milion razy- TAK!- potwierdziła zniecierpliwiona Clarise- Jeżeli chcesz, możesz tu mieć swoją prywatną szafę. Już od dawna nikt nic nie kupił, a ja prowadzę jeszcze jeden sklep. Poradzę sobie, a ty leć! Weź tyle ubrań, żeby wystarczyło na najbliższe dni i nie przeciążaj Nathana!-dodała udając, że ją poucza-Leć i baw się dobrze. Widzimy się jutro w klubie i nie chce słyszeć odmowy lub wymówek!
-Chodźmy, bo ktoś tu traci cierpliwość-zaćwierkał chłopak- Nigdy nie zrozumiem, po co ci tyle ubrań, ale nie kwestionuję tego,…bo jeszcze nie będziesz chciała u mnie nocować!
-Wciąż mogę zmienić zdanie! Pamiętaj o tym, kiedy będziesz chciał głośno pomarzyć!-uprzedziła go Astrid. Mocno przytuliła Lisę i pocałowała Nate’a w policzek. Najwyraźniej tylko tak mogła to robić, bo inaczej zaczynał świrować…
  Wyszli na zewnątrz. Było już ciemno. Astrid nieświadomie złapała chłopaka za rękę, jakby on miał ją chronić przed złem tego świata. On, również tego nieświadomy przyciągnął ją jak najbliżej i zaprowadził do domu. Wbrew oczekiwaniu dziewczyny, naprawdę był całkiem spory. Z tyłu mieszkania znajdował się ogródek i basen, a sam dom miał trzy piętra. Na zewnątrz wyglądał tak jak każdy inny w tej wiosce- białe ściany, karminowy dach i ceglany komin. W oknach wisiały zasłonki, a na parapetach pod nimi stały kwiatki w doniczkach.
  Kiedy weszli do środka, chłopak rzucił torbę z ciuchami w kąt, przerzucił dziewczynę przez ramie i wbiegł z nią po schodach, aż na samą górę do jej pokoju. Był dość duży, na największej ścianie było okno, rozciągające się od sufitu, aż do podłogi, na całą szerokość ściany, która, tak jak wszystkie inne, była pomalowana na śliwkowo. W kolorystyce pokoju górowały fiolety i brązy. Całe pomieszczenie miało kształt ośmiokąta. Nad ogromnym oknem wisiały ciężkie, satynowe zasłony, które za jednym pociągnięciem sznureczka zasłaniały całe okno. Były ciemnokasztanowe. Z lewej strony pokoju stało wielgachne łóżko, zmieściłyby się w nim przynajmniej trzy osoby. Na nim leżała aksamitna liliowa pościel. Obok niego, stała toaletka i wielka szafa. Naprzeciwko łoża stało duże biurko, wykonane z ciemnego, wiśniowego drewna. Nad nim wisiała lampa, oświetlająca pracownię. Ze środka sufitu zwisała piękna lampa, która po zapaleniu światła, rzucała cień na pokój, sprawiając, że wyglądał jak las nocą. Na biurku leżała kamera i aparat fotograficzny.
-Może być?-zapytał Nate, kiedy wszedł z dziewczyną do pokoju- Kiedy nie byłem z tobą w szpitalu, trochę nad nim pracowałem… Podoba ci się?

-Jest idealny- odparła dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że będzie tu mieszkać-Jesteś najlepszym na świecie Nathanem jakiego zna ludzkość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj zamieszkam… to jak pokój z bajki…

 Przepraszam, że tak późno, ale godzinę wcześniej wróciłam z treningu i wcześniej się nie wyrobiłam ;), mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

niedziela, 23 lutego 2014

-To najlepsze uczucie na świecie!- piszczała spadając z przepaści. Chłopak trzymał ją mocno za rękę i mimo że chciał zachować trzeźwy umysł, myślał dokładnie tak samo. Tuż przed zderzeniem z taflą przezroczystej wody morskiej wypuścili ręce z uścisku i przygotowali się do zanurzenia. Woda miała kilkanaście metrów głębokości, ale wyglądała jak kilkudziesięcio centymetrowy brodzik. Znaleźli się na głębokości dwóch metrów. Złapali się za ręce, Astrid uśmiechnęła się jak mała dziewczynka ciesząca się z dodatkowej porcji lodów w upalny dzień.
-Zwariowałaś?!-zapytał roześmiany chłopak, po wynurzeniu się- Mam nadzieję, że chociaż umiesz pływać!
-Pomyślałam, że w ten sposób się nauczę- żartowała dziewczyna- Pewnie, że umiem! Płyniemy do brzegu?
-Poczekaj- powiedział chłopak i zanurkował po śliczną muszelkę, leżącą na piasku. Nie była zbyt głęboko, ale i tak wywołało to podziw na twarzy Astrid- Na pamiątkę.
-Dziękuję!- przytuliła go- Jest prześliczna, naprawdę.
Wrócili na brzeg. Usiedli na piasku i obserwowali zachód słońca. Nie rozmawiali, nie chcieli popsuć tej chwili ludzkim głosem. Każde z nich zastanawiało się, czy to nie to o czym marzyli, przez ostatnie lata. Oboje myśleli o przeszłości, o tym, co działo się, kiedy byli rozdzieleni. Po twarzy Astrid spłynęła mała łezka. Szybko ją otarła, jak gdyby nie chciała pokazać jej światu. Jej świat jednak to zauważył…
-Co się stało?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Po prostu się wzruszyłam, no wiesz… jak to zwykle ja…- próbowała się uśmiechnąć. Bez skutku- Nie widzieliśmy się tak długo, ja uciekłam z Edin tuż po wybuchu, nawet nie wiem czy moja rodzina żyje… mama, tata, Galia! A najgorsze jest to, że za nimi nie tęsknię! W takich chwilach jak ta, zapominam o nich, jakby nigdy nie istnieli…Jestem tu z tobą, jestem szczęśliwa, ale kiedy wszystko zaczyna się układać, znowu wszystko niszczę!
Astrid wstała i odeszła od niego na kilka metrów. Podchodziła do wody, jakby próbowała złapać zachodzące słońce. Wydawało jej się, że razem z tym słońcem traci wszystkie nadzieje i marzenia. Kiedy zaszło usiadła na mokrym piasku. Miała na sobie krótką sukienkę, a pod nią strój kąpielowy. W dłoni trzymała chustę, a kiedy zawiał mocniejszy podmuch wiatru wypuściła ją z dłoni. W ten sposób chciała pożegnać się z bliskimi, których straciła.
-Wracamy?- zaproponował Nate, widząc że dziewczyna potrzebuje odpoczynku.
-Pewnie… dziękuję ci…-powiedziała i pocałowała go w policzek-… Za wszystko…
Chłopak wziął ją na ręce, zakręcił dwa razy w powietrzu i podrzucił jak małą dziewczynkę. Kiedy skończył robić z siebie park rozrywki, postawił ją na ziemi i mocno przytulił. Robił tak jak byli dziećmi, ona zawsze była od niego dużo mniejsza.
-Lepiej?-zapytał.
-Lepiej.
Wrócili do osady trzymając się za ręce. W tej małej wiosce każdy znał każdego, dlatego widok dwojga młodych darzących się uczuciem, wprawiło ich w szczęśliwe rozmarzenie.
-Musisz odpocząć-stwierdził chłopak, po odprowadzeniu Astrid do jej pokoju w lecznicy- Zobaczymy się jutro, prawda?
-Wolałabym z tobą zostać-zwierzyła mu się dziewczyna- Tutaj mam koszmary…
Astrid zrobiła minę małego pieska proszącego o jedzenie.
-Pogadam z lekarzem, ale nie oczekuj zbyt wiele. Zrobili wszystko co mogli byś wyzdrowiała, są do ciebie bardzo przywiązani… Zresztą jak wszyscy, którzy cię poznali-dodał z szelmowskim uśmiechem.
Kiedy Nate wyszedł z jej pokoju w szpitalu, dziewczyna westchnęła. Bardzo za nim tęskniła, nie widzieli się prawie 6 lat. Jako mała dziewczynka podkochiwała się w nim i zawsze zazdrościła starszym dziewczynom w jego wieku, bo one widywały go codziennie w szkole. Nie wiedziała jednak, że każda z tych dziewczyn kipiała z zazdrości, widząc jak Nate na nią patrzy. On kochał ją od momentu, kiedy pierwszy raz ją zobaczył- najpierw była to miłość braterska, która z czasem przerodziła się w miłość najlepszych przyjaciół. Ona także go kochała, tylko nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Wtedy był dla niej jak brat bliźniak, bliższy niż jej rzeczywista bliźniaczka Galia.
-Pakuj się- wparował do pokoju chłopak-…Zgodzili się!
Astrid zapiszczała ze szczęścia. Rzadko to robiła, a jeżeli już, to tylko wtedy, gdy naprawdę się cieszyła.
-Poczekam na zewnątrz, przebierz się w coś suchego, a potem mnie zawołaj, pomogę ci się spakować. Tutejsze rodziny podarowały ci trochę ubrań, przejrzysz je u mnie w domu.
-Będę z tobą mieszkać?-zapytała go Astrid-Nie będę ci przeszkadzać?
-Mam duże mieszkanie, spokojnie-uspokoił ją, po czym dodał z szelmowskim uśmiechem-Komu miałabyś przeszkadzać, skarbie?
Wyszedł. Astrid wyciągnęła z torby na łóżku ubrania. Szybko je przejrzała. Większość z nich stanowiły przewiewne tuniki i suknie do kostek. Niektóre były w duże kwiaty, a inne po prostu pastelowe. Nie lubiła takich dziewczęcych ubrań. Zazwyczaj ubierała się bardziej praktycznie-spodnie do kolan, krótkie bluzki odsłaniające pępek i często związane włosy. Chciała pokazać, że jest twarda przy okazji zwodząc niektórych. Poza tym jej ubrania były w ciemnych odcieniach, nie lubiła pokazywać się jako bezbronna grzeczna dziewczynka. To nie była prawdziwa ona.

Na szczęście znalazła czarny podkoszulek na ramiączkach i ciemnozieloną spódnicę do kostek. Założyła je. Odcięła kawałek z dolnego brzegu bluzki, sprawiając sobie krótki top. W spódnicy zrobiła wycięcie z boku. Rozejrzała się po pokoju. Było w miarę czysto…nie licząc sterty śmieci pod łóżkiem. Szybko zebrała ubrania z posłania, wytarła w prześcieradło wciąż mokre włosy i wyszła na dwór. Nathana nie było. Nie miała pojęcia, gdzie mógł pójść. Postanowiła, że rozejrzy się po wiosce. Nie było to miejsce, z jakim kojarzy się wieś. Mieszkańców było, co prawda mało, ale poziom cywilizacji był dużo wyższy niż w miastach. Na ulicach nie było bezdomnych, a odsetek ubogich rodzin był bardzo niski. Trzy wieki wcześniej tylko bogaci mieszkali w osadach. Za czasów Astrid, mało kto nie mieszkał w osadach.