-To
najlepsze uczucie na świecie!- piszczała spadając z przepaści.
Chłopak trzymał ją mocno za rękę i mimo że chciał zachować
trzeźwy umysł, myślał dokładnie tak samo. Tuż przed zderzeniem
z taflą przezroczystej wody morskiej wypuścili ręce z uścisku i
przygotowali się do zanurzenia. Woda miała kilkanaście metrów
głębokości, ale wyglądała jak kilkudziesięcio centymetrowy
brodzik. Znaleźli się na głębokości dwóch metrów. Złapali się
za ręce, Astrid uśmiechnęła się jak mała dziewczynka ciesząca
się z dodatkowej porcji lodów w upalny dzień.
-Zwariowałaś?!-zapytał
roześmiany chłopak, po wynurzeniu się- Mam nadzieję, że chociaż
umiesz pływać!
-Pomyślałam,
że w ten sposób się nauczę- żartowała dziewczyna- Pewnie, że
umiem! Płyniemy do brzegu?
-Poczekaj-
powiedział chłopak i zanurkował po śliczną muszelkę, leżącą
na piasku. Nie była zbyt głęboko, ale i tak wywołało to podziw
na twarzy Astrid- Na pamiątkę.
-Dziękuję!-
przytuliła go- Jest prześliczna, naprawdę.
Wrócili
na brzeg. Usiedli na piasku i obserwowali zachód słońca. Nie
rozmawiali, nie chcieli popsuć tej chwili ludzkim głosem. Każde z
nich zastanawiało się, czy to nie to o czym marzyli, przez ostatnie
lata. Oboje myśleli o przeszłości, o tym, co działo się, kiedy
byli rozdzieleni. Po twarzy Astrid spłynęła mała łezka. Szybko
ją otarła, jak gdyby nie chciała pokazać jej światu. Jej świat
jednak to zauważył…
-Co
się stało?- zapytał patrząc jej w oczy.
-
Po prostu się wzruszyłam, no wiesz… jak to zwykle ja…-
próbowała się uśmiechnąć. Bez skutku- Nie widzieliśmy się tak
długo, ja uciekłam z Edin tuż po wybuchu, nawet nie wiem czy moja
rodzina żyje… mama, tata, Galia! A najgorsze jest to, że za nimi
nie tęsknię! W takich chwilach jak ta, zapominam o nich, jakby
nigdy nie istnieli…Jestem tu z tobą, jestem szczęśliwa, ale
kiedy wszystko zaczyna się układać, znowu wszystko niszczę!
Astrid
wstała i odeszła od niego na kilka metrów. Podchodziła do wody,
jakby próbowała złapać zachodzące słońce. Wydawało jej się,
że razem z tym słońcem traci wszystkie nadzieje i marzenia. Kiedy
zaszło usiadła na mokrym piasku. Miała na sobie krótką sukienkę,
a pod nią strój kąpielowy. W dłoni trzymała chustę, a kiedy
zawiał mocniejszy podmuch wiatru wypuściła ją z dłoni. W ten
sposób chciała pożegnać się z bliskimi, których straciła.
-Wracamy?-
zaproponował Nate, widząc że dziewczyna potrzebuje odpoczynku.
-Pewnie…
dziękuję ci…-powiedziała i pocałowała go w policzek-… Za
wszystko…
Chłopak
wziął ją na ręce, zakręcił dwa razy w powietrzu i podrzucił
jak małą dziewczynkę. Kiedy skończył robić z siebie park
rozrywki, postawił ją na ziemi i mocno przytulił. Robił tak jak
byli dziećmi, ona zawsze była od niego dużo mniejsza.
-Lepiej?-zapytał.
-Lepiej.
Wrócili
do osady trzymając się za ręce. W tej małej wiosce każdy znał
każdego, dlatego widok dwojga młodych darzących się uczuciem,
wprawiło ich w szczęśliwe rozmarzenie.
-Musisz
odpocząć-stwierdził chłopak, po odprowadzeniu Astrid do jej
pokoju w lecznicy- Zobaczymy się jutro, prawda?
-Wolałabym
z tobą zostać-zwierzyła mu się dziewczyna- Tutaj mam koszmary…
Astrid
zrobiła minę małego pieska proszącego o jedzenie.
-Pogadam
z lekarzem, ale nie oczekuj zbyt wiele. Zrobili wszystko co mogli byś
wyzdrowiała, są do ciebie bardzo przywiązani… Zresztą jak
wszyscy, którzy cię poznali-dodał z szelmowskim uśmiechem.
Kiedy
Nate wyszedł z jej pokoju w szpitalu, dziewczyna westchnęła.
Bardzo za nim tęskniła, nie widzieli się prawie 6 lat. Jako mała
dziewczynka podkochiwała się w nim i zawsze zazdrościła starszym
dziewczynom w jego wieku, bo one widywały go codziennie w szkole.
Nie wiedziała jednak, że każda z tych dziewczyn kipiała z
zazdrości, widząc jak Nate na nią patrzy. On kochał ją od
momentu, kiedy pierwszy raz ją zobaczył- najpierw była to miłość
braterska, która z czasem przerodziła się w miłość najlepszych
przyjaciół. Ona także go kochała, tylko nie zdawała sobie sprawy
jak bardzo. Wtedy był dla niej jak brat bliźniak, bliższy niż jej
rzeczywista bliźniaczka Galia.
-Pakuj
się- wparował do pokoju chłopak-…Zgodzili się!
Astrid
zapiszczała ze szczęścia. Rzadko to robiła, a jeżeli już, to
tylko wtedy, gdy naprawdę się cieszyła.
-Poczekam
na zewnątrz, przebierz się w coś suchego, a potem mnie zawołaj,
pomogę ci się spakować. Tutejsze rodziny podarowały ci trochę
ubrań, przejrzysz je u mnie w domu.
-Będę
z tobą mieszkać?-zapytała go Astrid-Nie będę ci przeszkadzać?
-Mam
duże mieszkanie, spokojnie-uspokoił ją, po czym dodał z
szelmowskim uśmiechem-Komu miałabyś przeszkadzać, skarbie?
Wyszedł.
Astrid wyciągnęła z torby na łóżku ubrania. Szybko je
przejrzała. Większość z nich stanowiły przewiewne tuniki i
suknie do kostek. Niektóre były w duże kwiaty, a inne po prostu
pastelowe. Nie lubiła takich dziewczęcych ubrań. Zazwyczaj
ubierała się bardziej praktycznie-spodnie do kolan, krótkie bluzki
odsłaniające pępek i często związane włosy. Chciała pokazać,
że jest twarda przy okazji zwodząc niektórych. Poza tym jej
ubrania były w ciemnych odcieniach, nie lubiła pokazywać się jako
bezbronna grzeczna dziewczynka. To nie była prawdziwa ona.
Na
szczęście znalazła czarny podkoszulek na ramiączkach i
ciemnozieloną spódnicę do kostek. Założyła je. Odcięła
kawałek z dolnego brzegu bluzki, sprawiając sobie krótki top. W
spódnicy zrobiła wycięcie z boku. Rozejrzała się po pokoju. Było
w miarę czysto…nie licząc sterty śmieci pod łóżkiem. Szybko
zebrała ubrania z posłania, wytarła w prześcieradło wciąż
mokre włosy i wyszła na dwór. Nathana nie było. Nie miała
pojęcia, gdzie mógł pójść. Postanowiła, że rozejrzy się po
wiosce. Nie było to miejsce, z jakim kojarzy się wieś. Mieszkańców
było, co prawda mało, ale poziom cywilizacji był dużo wyższy niż
w miastach. Na ulicach nie było bezdomnych, a odsetek ubogich rodzin
był bardzo niski. Trzy wieki wcześniej tylko bogaci mieszkali w
osadach. Za czasów Astrid, mało kto nie mieszkał w osadach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz