niedziela, 23 lutego 2014

-To najlepsze uczucie na świecie!- piszczała spadając z przepaści. Chłopak trzymał ją mocno za rękę i mimo że chciał zachować trzeźwy umysł, myślał dokładnie tak samo. Tuż przed zderzeniem z taflą przezroczystej wody morskiej wypuścili ręce z uścisku i przygotowali się do zanurzenia. Woda miała kilkanaście metrów głębokości, ale wyglądała jak kilkudziesięcio centymetrowy brodzik. Znaleźli się na głębokości dwóch metrów. Złapali się za ręce, Astrid uśmiechnęła się jak mała dziewczynka ciesząca się z dodatkowej porcji lodów w upalny dzień.
-Zwariowałaś?!-zapytał roześmiany chłopak, po wynurzeniu się- Mam nadzieję, że chociaż umiesz pływać!
-Pomyślałam, że w ten sposób się nauczę- żartowała dziewczyna- Pewnie, że umiem! Płyniemy do brzegu?
-Poczekaj- powiedział chłopak i zanurkował po śliczną muszelkę, leżącą na piasku. Nie była zbyt głęboko, ale i tak wywołało to podziw na twarzy Astrid- Na pamiątkę.
-Dziękuję!- przytuliła go- Jest prześliczna, naprawdę.
Wrócili na brzeg. Usiedli na piasku i obserwowali zachód słońca. Nie rozmawiali, nie chcieli popsuć tej chwili ludzkim głosem. Każde z nich zastanawiało się, czy to nie to o czym marzyli, przez ostatnie lata. Oboje myśleli o przeszłości, o tym, co działo się, kiedy byli rozdzieleni. Po twarzy Astrid spłynęła mała łezka. Szybko ją otarła, jak gdyby nie chciała pokazać jej światu. Jej świat jednak to zauważył…
-Co się stało?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Po prostu się wzruszyłam, no wiesz… jak to zwykle ja…- próbowała się uśmiechnąć. Bez skutku- Nie widzieliśmy się tak długo, ja uciekłam z Edin tuż po wybuchu, nawet nie wiem czy moja rodzina żyje… mama, tata, Galia! A najgorsze jest to, że za nimi nie tęsknię! W takich chwilach jak ta, zapominam o nich, jakby nigdy nie istnieli…Jestem tu z tobą, jestem szczęśliwa, ale kiedy wszystko zaczyna się układać, znowu wszystko niszczę!
Astrid wstała i odeszła od niego na kilka metrów. Podchodziła do wody, jakby próbowała złapać zachodzące słońce. Wydawało jej się, że razem z tym słońcem traci wszystkie nadzieje i marzenia. Kiedy zaszło usiadła na mokrym piasku. Miała na sobie krótką sukienkę, a pod nią strój kąpielowy. W dłoni trzymała chustę, a kiedy zawiał mocniejszy podmuch wiatru wypuściła ją z dłoni. W ten sposób chciała pożegnać się z bliskimi, których straciła.
-Wracamy?- zaproponował Nate, widząc że dziewczyna potrzebuje odpoczynku.
-Pewnie… dziękuję ci…-powiedziała i pocałowała go w policzek-… Za wszystko…
Chłopak wziął ją na ręce, zakręcił dwa razy w powietrzu i podrzucił jak małą dziewczynkę. Kiedy skończył robić z siebie park rozrywki, postawił ją na ziemi i mocno przytulił. Robił tak jak byli dziećmi, ona zawsze była od niego dużo mniejsza.
-Lepiej?-zapytał.
-Lepiej.
Wrócili do osady trzymając się za ręce. W tej małej wiosce każdy znał każdego, dlatego widok dwojga młodych darzących się uczuciem, wprawiło ich w szczęśliwe rozmarzenie.
-Musisz odpocząć-stwierdził chłopak, po odprowadzeniu Astrid do jej pokoju w lecznicy- Zobaczymy się jutro, prawda?
-Wolałabym z tobą zostać-zwierzyła mu się dziewczyna- Tutaj mam koszmary…
Astrid zrobiła minę małego pieska proszącego o jedzenie.
-Pogadam z lekarzem, ale nie oczekuj zbyt wiele. Zrobili wszystko co mogli byś wyzdrowiała, są do ciebie bardzo przywiązani… Zresztą jak wszyscy, którzy cię poznali-dodał z szelmowskim uśmiechem.
Kiedy Nate wyszedł z jej pokoju w szpitalu, dziewczyna westchnęła. Bardzo za nim tęskniła, nie widzieli się prawie 6 lat. Jako mała dziewczynka podkochiwała się w nim i zawsze zazdrościła starszym dziewczynom w jego wieku, bo one widywały go codziennie w szkole. Nie wiedziała jednak, że każda z tych dziewczyn kipiała z zazdrości, widząc jak Nate na nią patrzy. On kochał ją od momentu, kiedy pierwszy raz ją zobaczył- najpierw była to miłość braterska, która z czasem przerodziła się w miłość najlepszych przyjaciół. Ona także go kochała, tylko nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Wtedy był dla niej jak brat bliźniak, bliższy niż jej rzeczywista bliźniaczka Galia.
-Pakuj się- wparował do pokoju chłopak-…Zgodzili się!
Astrid zapiszczała ze szczęścia. Rzadko to robiła, a jeżeli już, to tylko wtedy, gdy naprawdę się cieszyła.
-Poczekam na zewnątrz, przebierz się w coś suchego, a potem mnie zawołaj, pomogę ci się spakować. Tutejsze rodziny podarowały ci trochę ubrań, przejrzysz je u mnie w domu.
-Będę z tobą mieszkać?-zapytała go Astrid-Nie będę ci przeszkadzać?
-Mam duże mieszkanie, spokojnie-uspokoił ją, po czym dodał z szelmowskim uśmiechem-Komu miałabyś przeszkadzać, skarbie?
Wyszedł. Astrid wyciągnęła z torby na łóżku ubrania. Szybko je przejrzała. Większość z nich stanowiły przewiewne tuniki i suknie do kostek. Niektóre były w duże kwiaty, a inne po prostu pastelowe. Nie lubiła takich dziewczęcych ubrań. Zazwyczaj ubierała się bardziej praktycznie-spodnie do kolan, krótkie bluzki odsłaniające pępek i często związane włosy. Chciała pokazać, że jest twarda przy okazji zwodząc niektórych. Poza tym jej ubrania były w ciemnych odcieniach, nie lubiła pokazywać się jako bezbronna grzeczna dziewczynka. To nie była prawdziwa ona.

Na szczęście znalazła czarny podkoszulek na ramiączkach i ciemnozieloną spódnicę do kostek. Założyła je. Odcięła kawałek z dolnego brzegu bluzki, sprawiając sobie krótki top. W spódnicy zrobiła wycięcie z boku. Rozejrzała się po pokoju. Było w miarę czysto…nie licząc sterty śmieci pod łóżkiem. Szybko zebrała ubrania z posłania, wytarła w prześcieradło wciąż mokre włosy i wyszła na dwór. Nathana nie było. Nie miała pojęcia, gdzie mógł pójść. Postanowiła, że rozejrzy się po wiosce. Nie było to miejsce, z jakim kojarzy się wieś. Mieszkańców było, co prawda mało, ale poziom cywilizacji był dużo wyższy niż w miastach. Na ulicach nie było bezdomnych, a odsetek ubogich rodzin był bardzo niski. Trzy wieki wcześniej tylko bogaci mieszkali w osadach. Za czasów Astrid, mało kto nie mieszkał w osadach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz