poniedziałek, 24 lutego 2014

Dalszy ciąg :D

  Poszła do najbliższego sklepu z ubraniami, który zauważyła. Nazywał się po prostu „Clothes”. Po wejściu do środka zadzwonił malutki dzwoneczek przy drzwiach. Mimo to, nikt nie pojawił się w środku.
-Halo?-zapytała cicho- Jest tu ktoś?
  Cisza. Dziewczyna obejrzała się wokół siebie. Nie było tu dużo ubrań, za to większość była czarna i granatowa. Podeszła do jednego z wieszaków i zaczęła przyglądać się bliżej bluzkom i sukienkom na ramiążkach. Wszystkie były w jej rozmiarze, tak jakby na nią czekały. Dotknęła jedną z czarnych podkoszulek. Była bardzo podobna do tej, którą miała na sobie, z jednym wyjątkiem- nie trzeba było jej skracać. W dotyku przypominała bawełnę, a z przodu można było wyczuć nadruk. Niestety przy ciemnościach panujących w sklepie nic nie wiedziała.
-Podoba ci się?- przerażona dziewczyna podskoczyła i natychmiast się obróciła- Nie bój się, jestem Clarise.
-Nie wiedziałam, że tu jesteś… Przepraszam, nie powinnam tu wchodzić-speszyła się Astrid- Jestem Astrid, dopiera przybyłam… wracam ze szpitala, dostałam jakieś ciuchy od tutejszych, ale szczerze, wolałabym chodzić w starej podartej sukience, niż w tamtych ubraniach.
-Ogarniam-odparła Clarise-Jak coś ci się spodoba możesz sobie wziąć i tak nikt ich nie kupował. Za tamtym wieszakiem są przymierzalnie, zaraz zapalę światło.
  Poszła. Miała w sobie coś podobnego do Astrid, coś, co sprawiło, że postanowiła dać jej szansę. Czarne krótkie włosy i zielono-żółte oczy dawały wrażenie tajemniczej samotniczki. Poza tym była bardzo niska i szczupła. Jej śniada cera dodawała egzotyczności, całej jej postaci. Astrid czuła, że musi ją poznać, …ale dopiero później.
-Poczekaj!-krzyknęła za oddalającą się postacią- Na pewno mogę wziąć, co chcę?
-Co chcesz i ile chcesz-wszystko jest twoje!- rzuciła nie odwracając się.
  Astrid ruszyła w stronę przebieralni. Wokoło na wieszakach wisiały ubrania, które wręcz ciągnęły do siebie. Kiedy światła błysnęły, zauważyła, że ubrania wcale nie były tylko czarne i granatowe oraz było ich znacznie więcej. Pod wieszakami stały najróżniejsze buty, botki, koturny i szpilki. W całym pomieszczeniu nie było nic pastelowego. Czarny, czerwony, biały, granatowy, fioletowy, ciemnozielony- te kolory królowały na wystawach. Łapczywie zgarnęła jak najwięcej części garderoby i zniknęła w przymierzalni. Spięła wysoko włosy i obejrzała swoje zdobycze.
-Hej, koleżanko!-krzyknęła Clarise zza drzwi- Wychodzę zapalić, jak już coś znajdziesz weź torbę spod lady i się zapakuj, nie czekaj na mnie!
  Kiedy tylko drzwi się za nią zamknęły dziewczyna przejrzała się w stroju. Założyła krotką i dopasowaną czarną sukienkę z ćwiekami na poszerzanych ramionach, a do tego jedyne złote szpilki znalezione w „sklepie”.
-Odpada, zbyt zadziornie-mruczała sama do siebie.
  Zręcznie zrzuciła kieckę i założyła krótkie czarne szorty i fioletowy top. Szpilki zmieniła na płaskie rubinowe botki ze złotymi perełkami na pięcie. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Rozpuściła długie włosy, pozwalając im swobodnie opadać na ramiona. Widziała niziutką piętnastolatkę z bursztynowymi, ciekawskimi oczami, malinowymi ustami, które często nie potrafiły powstrzymać jej ciętego języka. Do tego ledwo widoczne piegi na policzkach. Wolała je maskować, za bardzo przypominały jej Galię, od której chciała się odróżnić. Poranione ręce i nogi, pełne blizn po brzytwie, po którą tak często sięgała pod nieobecność Nate’a. Kategorycznie musiała się przebrać.
-Musi gdzieś tu być!-denerwowała się, przerzucając ubrania, w poszukiwaniu czarnej (jak zwykle) bluzki z długim rękawem, pozwalającej zakryć blizny i długich, obcisłych jeansów.
-Wróciłam!-oznajmiła Clarie, po wejściu do środka- Ktoś cię szuka, ktoś bardzo umięśniony, przystojny, z nienaganną fryzurą… wspominałam jak bardzo jest umięśniony?... A najlepsze jest to, że nie ma dziewczyny! Poznajesz typa? Ja nie bardzo…
-Ja poznaję, chociaż trochę przesadziłaś… nie ma wcale „nienagannej” fryzury-odpowiedziała Astrid. Już polubiła tą całą Clarise…
-To chyba muszę iść do fryzjera, ale miło słyszeć, że co do reszty nie masz zastrzeżeń…Szukałem cię, już miałem zwoływać grupę poszukiwaczy, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd Lisa cię odnalazła i wszystkie przygotowania spełzły na niczym-powiedział z udawaną przykrością.
-Wybacz mi, nie wiem, co we mnie wstąpiło, że cię zostawiłam-powiedziała z sarkazmem dziewczyna- Wiem, że nie możesz beze mnie żyć…
Cmoknęła go w usta i schowała się w przymierzalni. Miała nadzieję, że nie zauważył jej blizn…
Szybko założyła czarną koszulkę i rurki, które nagle znalazły się na samej górze ubrań.
-Jestem już gotowa- pokazała się, po wyjściu z szatni- Nate, kochany poniesiesz mi zakupy? Dziękuję!-uśmiechnęła się zwycięsko- Mogę wziąć, aż tyle Lisa?
-Powtarzałam, już chyba milion razy- TAK!- potwierdziła zniecierpliwiona Clarise- Jeżeli chcesz, możesz tu mieć swoją prywatną szafę. Już od dawna nikt nic nie kupił, a ja prowadzę jeszcze jeden sklep. Poradzę sobie, a ty leć! Weź tyle ubrań, żeby wystarczyło na najbliższe dni i nie przeciążaj Nathana!-dodała udając, że ją poucza-Leć i baw się dobrze. Widzimy się jutro w klubie i nie chce słyszeć odmowy lub wymówek!
-Chodźmy, bo ktoś tu traci cierpliwość-zaćwierkał chłopak- Nigdy nie zrozumiem, po co ci tyle ubrań, ale nie kwestionuję tego,…bo jeszcze nie będziesz chciała u mnie nocować!
-Wciąż mogę zmienić zdanie! Pamiętaj o tym, kiedy będziesz chciał głośno pomarzyć!-uprzedziła go Astrid. Mocno przytuliła Lisę i pocałowała Nate’a w policzek. Najwyraźniej tylko tak mogła to robić, bo inaczej zaczynał świrować…
  Wyszli na zewnątrz. Było już ciemno. Astrid nieświadomie złapała chłopaka za rękę, jakby on miał ją chronić przed złem tego świata. On, również tego nieświadomy przyciągnął ją jak najbliżej i zaprowadził do domu. Wbrew oczekiwaniu dziewczyny, naprawdę był całkiem spory. Z tyłu mieszkania znajdował się ogródek i basen, a sam dom miał trzy piętra. Na zewnątrz wyglądał tak jak każdy inny w tej wiosce- białe ściany, karminowy dach i ceglany komin. W oknach wisiały zasłonki, a na parapetach pod nimi stały kwiatki w doniczkach.
  Kiedy weszli do środka, chłopak rzucił torbę z ciuchami w kąt, przerzucił dziewczynę przez ramie i wbiegł z nią po schodach, aż na samą górę do jej pokoju. Był dość duży, na największej ścianie było okno, rozciągające się od sufitu, aż do podłogi, na całą szerokość ściany, która, tak jak wszystkie inne, była pomalowana na śliwkowo. W kolorystyce pokoju górowały fiolety i brązy. Całe pomieszczenie miało kształt ośmiokąta. Nad ogromnym oknem wisiały ciężkie, satynowe zasłony, które za jednym pociągnięciem sznureczka zasłaniały całe okno. Były ciemnokasztanowe. Z lewej strony pokoju stało wielgachne łóżko, zmieściłyby się w nim przynajmniej trzy osoby. Na nim leżała aksamitna liliowa pościel. Obok niego, stała toaletka i wielka szafa. Naprzeciwko łoża stało duże biurko, wykonane z ciemnego, wiśniowego drewna. Nad nim wisiała lampa, oświetlająca pracownię. Ze środka sufitu zwisała piękna lampa, która po zapaleniu światła, rzucała cień na pokój, sprawiając, że wyglądał jak las nocą. Na biurku leżała kamera i aparat fotograficzny.
-Może być?-zapytał Nate, kiedy wszedł z dziewczyną do pokoju- Kiedy nie byłem z tobą w szpitalu, trochę nad nim pracowałem… Podoba ci się?

-Jest idealny- odparła dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że będzie tu mieszkać-Jesteś najlepszym na świecie Nathanem jakiego zna ludzkość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj zamieszkam… to jak pokój z bajki…

 Przepraszam, że tak późno, ale godzinę wcześniej wróciłam z treningu i wcześniej się nie wyrobiłam ;), mam nadzieję, że mi wybaczycie :)