sobota, 22 lutego 2014

Szła przez las...Rozdział 1.

   Szła przez las. Długie, ciemne włosy miała związane w luźny warkocz, a na sobie podartą, białą sukienkę do kolan. Na jej rękach i nogach było mnóstwo zadrapań i blizn, a ona ledwo, co się poruszała. Trzymała latarnię z ledwo żarzącym się knotkiem i pogniecioną kartkę. Była wychudzona i spragniona, bo od kilku dni uciekała. Tego wieczoru, miała nadzieję, że dojdzie do jakiejś osady, bo inaczej umrze z wycieńczenia. Wiedziała, że od tego wieczoru zależy wszystko…
   Z naprzeciwka szedł Nathan. Wracał z miasta do Crystalize. Miał się tam zatrzymać na kilka lat, aż niebezpieczeństwo w Edin przeminie. Było już bardzo późno, dlatego nie spodziewał się, że spotka kogoś w lesie. Każdy, kto cenił swoje życie, nocą trzymał się z dala od Wielkiej Puszczy. Do dziś można znaleźć tam różne dziwne i niebezpieczne stworzenia, które w nocy idą polować, a za czasów króla Morghoth’a było ich dużo, dużo więcej, …Dlatego, kiedy zobaczył zbliżającą się do niego postać, przeraził się, wyjął mieczyk, który zawsze trzymał za pasem i zaczął skradać się do stworzenia. Był już bardzo blisko, kiedy postać, nagle odwróciła się i zaczęła biec. On pobiegł jej śladem. Nie spodziewał się, że za moment całe jego życie odwróci się do góry nogami… Nie wiedział, że jeszcze kiedyś ją zobaczy, a jednak to była o n a…
-Astrid?- zapytał ostrożnie, ale na dźwięk jego głosu, dziewczyna schowała się w krzakach. Zrobiła to tak niezdarnie, że podarła (i tak już podartą) sukienkę i mocno się pokaleczyła. Podszedł do niej, wyplątał ją z krzewu i wziął na ręce. Ona ostatkiem sił próbowała się wyrwać, ale była zbyt słaba, żeby to cokolwiek dało.
-Uciekaj…- wyszeptała tylko i włożyła pogniecioną kartkę do kieszeni w jego kurtce. Potem straciła przytomność.
Nate jak najszybciej udał się do wioski. Kiedy tam dotarł, była czwarta nad ranem. Zaniósł dziewczynę do lecznicy i siedział przy niej cały dzień. O dwudziestej drugiej do pokoju Astrid przyszedł dr Marthin.
-Musimy porozmawiać chłopcze –zaczął lekarz- Z badań wynika, że ta dziewczyna straciła bardzo dużo krwi. Podaliśmy jej dodatkowe jednostki, ale nie możemy dokładnie stwierdzić, kiedy się obudzi. Miała też zwichniętą kostkę, która niestety nie była opatrzona i teraz przez dłuższy czas dziewczyna nie będzie mogła chodzić. Proponujemy, żeby została tu przynajmniej kilka dni, aż uda nam się wyleczyć najcięższe rany.
-Oczywiście, zgadzam się, ale ile dni konkretnie tu spędzi? –zapytał Nate.
-Przynajmniej dwa tygodnie- odpowiedział dr Marthin-Zajmiemy się nią, ale na razie nie wiemy czy leczenie nie potrwa dłużej.
-Jeżeli będziecie wiedzieć cokolwiek więcej, proszę mnie poinformować, a kiedy się obudzi, chciałbym być pierwszą osobą, która z nią porozmawia. Możemy się tak umówić?- zapytał lekarza. Musiał dowiedzieć się, dlaczego znalazł ją w takim stanie.
- Dobrze. Muszę już iść, zostawię cię z nią, ale kiedy tylko zechcesz możesz wrócić do domu. Do widzenia!
   Lekarz wyszedł, a Nate został sam na sam z Astrid. Kiedyś tylko o tym marzył, kiedyś mieli sobie tyle do powiedzenia, ale nigdy nie spodziewał się, że spełni się to w takich okolicznościach… Nie spodziewał się, że kiedykolwiek się spełni.
  Następnego dnia obudził się z głową na łóżku Astrid. Siedziała i patrzała na niego. Była szczęśliwa i rozpromieniona.
-Dzień dobry śpiochu- rzuciła i zaśmiała się- Dziękuję.
-Kiedy się obudziłaś?- zapytał ją z nieukrywaną radością- Może inaczej… Długo tu śpię?
-Wstałam nad ranem, a ty spałeś jak kamień. Podali mi kroplówkę, zrobili badanie krwi, a za chwilę przyniosą nam śniadanie. Dla ciebie też poprosiłam.
- Widziałaś wyniki badań? Zostaniesz tu jakiś czas- powiedział prosto z mostu Nate-Mam się tobą zajmować, tak jak kiedyś… Pamiętasz?
-Jak mogłabym zapomnieć? Wylałeś mi wiadro zimnej wody na głowę, bo chciałeś zaniżyć mi gorączkę, a potem zastanawiałeś się, dlaczego twój sposób nie działa- zaśmiała się szczerze Astrid. Od długiego czasu się nie śmiała…
-Rozmawiałaś z kimś?- zapytał ciekaw, czy doktor go posłuchał.
-Nie i nie wiem dlaczego. Umiem mówić w odmianie Crystil, ale po twoim uśmiechu wnioskuję, że maczałeś w tym palce…
-Zbyt dobrze mnie znasz, ale tym razem chodzi o coś innego… Nie wiem skąd przyszłaś, a jeżeli z Edin, wolałem żebyś z nikim nie rozmawiała… oprócz mnie…
W jednej chwili uśmiech zniknął z twarzy dziewczyny. Zrobiła się blada jak ściana.
-Masz moją kartkę?-zapytała przerażona wizją, że mogła ją zgubić- Tak, czy nie?
-Włożyłaś mi ją do kieszeni, ale nie sprawdzałem…-powiedział chłopak, niczego nieświadomy, podszedł do wieszaka w kącie pokoju i zaczął przeglądać wszystkie kieszenie płaszcza.
-Mam, ale…
-Oddaj mi ją!- krzyknęła lodowatym tonem Astrid-Daj mi ją, słyszysz?
Dziewczyna próbowała wyszarpnąć mu zwiniętą wiadomość, ale chłopak szybko odskoczył od łóżka.
-ZNAJDĘ CIĘ- przeczytał napis-… napisane krwią?...Co to znaczy, Astrid!
-Ktoś mnie szuka, a ja nie mogę być znaleziona, rozumiesz? Nie mogę ci powiedzieć…
  Oczy dziewczyny zaszły łzami. Wykrzywiła twarz w grymasie i próbowała powstrzymać płacz. Chłopak usiadł obok niej i ją przytulił. Nie rozumiał zachowania dziewczyny, więc postanowił zachować się jak najbezpieczniej.
-Astrid, zrobiłem coś nie tak?- kombinował bezradny Nate- Astrid, odezwij się…
-Ile mogę tu zostać?- zapytała dławiąc się łzami. Miała nadzieję, że jak najdłużej.
-Nie pytałem, ale wydaje mi się, że ile chcesz…
Dziewczyna natychmiast wtuliła się w niego. Była mu wdzięczna, mimo że to nie od niego zależało.
-Zostanę. Na pewno.
  Tak jak powiedziała- została. W szpitalu była, aż do wiosny. Nate spędzał z nią każdą możliwą chwilę. Prawie zamieszkał w jej pokoju. Był szczęśliwy, bo wreszcie mógł spędzić z nią czas, z dala od wioski, w której każdy ją znał. To była jego pierwsza wiosna od powrotu z miasta. Kiedy tylko Astrid była na siłach, żeby opuścić pokój w lecznicy, szli nad urwisko. Nikt oprócz nich tam nie przychodził. Mogli spokojnie porozmawiać. Astrid wciąż nie chciała nic wyjaśnić- Nate nie wiedział skąd przyszła, co się jej stało i co oznaczała wiadomość. To był temat tabu.
  Któregoś dnia, Nate przyszedł do jej pokoju. Nie było jej. Jak najszybciej wybiegł z lecznicy i poszedł nad urwisko. Tam też jej nie było. Spojrzał w dół. Morze. Na szczęście bez skał, rząd je usunął. Chłopak szybko zdjął koszulkę i gotowy był skoczyć, kiedy dziewczyna przybiegła i rzuciła się razem z nim do wody.