Szła
przez las. Długie, ciemne włosy miała związane w luźny warkocz,
a na sobie podartą, białą sukienkę do kolan. Na jej rękach i
nogach było mnóstwo zadrapań i blizn, a ona ledwo, co się
poruszała. Trzymała latarnię z ledwo żarzącym się knotkiem i
pogniecioną kartkę. Była wychudzona i spragniona, bo od kilku dni
uciekała. Tego wieczoru, miała nadzieję, że dojdzie do jakiejś
osady, bo inaczej umrze z wycieńczenia. Wiedziała, że od tego
wieczoru zależy wszystko…
Z naprzeciwka szedł
Nathan. Wracał z miasta do Crystalize. Miał się tam zatrzymać na
kilka lat, aż niebezpieczeństwo w Edin przeminie. Było już bardzo
późno, dlatego nie spodziewał się, że spotka kogoś w lesie.
Każdy, kto cenił swoje życie, nocą trzymał się z dala od
Wielkiej Puszczy. Do dziś można znaleźć tam różne dziwne i
niebezpieczne stworzenia, które w nocy idą polować, a za czasów
króla Morghoth’a było ich dużo, dużo więcej, …Dlatego, kiedy
zobaczył zbliżającą się do niego postać, przeraził się, wyjął
mieczyk, który zawsze trzymał za pasem i zaczął skradać się do
stworzenia. Był już bardzo blisko, kiedy postać, nagle odwróciła
się i zaczęła biec. On pobiegł jej śladem. Nie spodziewał się,
że za moment całe jego życie odwróci się do góry nogami… Nie
wiedział, że jeszcze kiedyś ją zobaczy, a jednak to była o n a…
-Astrid?-
zapytał ostrożnie, ale na dźwięk jego głosu, dziewczyna schowała
się w krzakach. Zrobiła to tak niezdarnie, że podarła (i tak już
podartą) sukienkę i mocno się pokaleczyła. Podszedł do niej,
wyplątał ją z krzewu i wziął na ręce. Ona ostatkiem sił
próbowała się wyrwać, ale była zbyt słaba, żeby to cokolwiek
dało.
-Uciekaj…-
wyszeptała tylko i włożyła pogniecioną kartkę do kieszeni w
jego kurtce. Potem straciła przytomność.
Nate
jak najszybciej udał się do wioski. Kiedy tam dotarł, była
czwarta nad ranem. Zaniósł dziewczynę do lecznicy i siedział przy
niej cały dzień. O dwudziestej drugiej do pokoju Astrid przyszedł
dr Marthin.
-Musimy
porozmawiać chłopcze –zaczął lekarz- Z badań wynika, że ta
dziewczyna straciła bardzo dużo krwi. Podaliśmy jej dodatkowe
jednostki, ale nie możemy dokładnie stwierdzić, kiedy się obudzi.
Miała też zwichniętą kostkę, która niestety nie była opatrzona
i teraz przez dłuższy czas dziewczyna nie będzie mogła chodzić.
Proponujemy, żeby została tu przynajmniej kilka dni, aż uda nam
się wyleczyć najcięższe rany.
-Oczywiście,
zgadzam się, ale ile dni konkretnie tu spędzi? –zapytał Nate.
-Przynajmniej
dwa tygodnie- odpowiedział dr Marthin-Zajmiemy się nią, ale na
razie nie wiemy czy leczenie nie potrwa dłużej.
-Jeżeli
będziecie wiedzieć cokolwiek więcej, proszę mnie poinformować, a
kiedy się obudzi, chciałbym być pierwszą osobą, która z nią
porozmawia. Możemy się tak umówić?- zapytał lekarza. Musiał
dowiedzieć się, dlaczego znalazł ją w takim stanie.
-
Dobrze. Muszę już iść, zostawię cię z nią, ale kiedy tylko
zechcesz możesz wrócić do domu. Do widzenia!
Lekarz
wyszedł, a Nate został sam na sam z Astrid. Kiedyś tylko o tym
marzył, kiedyś mieli sobie tyle do powiedzenia, ale nigdy nie
spodziewał się, że spełni się to w takich okolicznościach…
Nie spodziewał się, że kiedykolwiek się spełni.
Następnego
dnia obudził się z głową na łóżku Astrid. Siedziała i
patrzała na niego. Była szczęśliwa i rozpromieniona.
-Dzień
dobry śpiochu- rzuciła i zaśmiała się- Dziękuję.
-Kiedy
się obudziłaś?- zapytał ją z nieukrywaną radością- Może
inaczej… Długo tu śpię?
-Wstałam
nad ranem, a ty spałeś jak kamień. Podali mi kroplówkę, zrobili
badanie krwi, a za chwilę przyniosą nam śniadanie. Dla ciebie też
poprosiłam.
-
Widziałaś wyniki badań? Zostaniesz tu jakiś czas- powiedział
prosto z mostu Nate-Mam się tobą zajmować, tak jak kiedyś…
Pamiętasz?
-Jak
mogłabym zapomnieć? Wylałeś mi wiadro zimnej wody na głowę, bo
chciałeś zaniżyć mi gorączkę, a potem zastanawiałeś się,
dlaczego twój sposób nie działa- zaśmiała się szczerze Astrid.
Od długiego czasu się nie śmiała…
-Rozmawiałaś
z kimś?- zapytał ciekaw, czy doktor go posłuchał.
-Nie
i nie wiem dlaczego. Umiem mówić w odmianie Crystil, ale po twoim
uśmiechu wnioskuję, że maczałeś w tym palce…
-Zbyt
dobrze mnie znasz, ale tym razem chodzi o coś innego… Nie wiem
skąd przyszłaś, a jeżeli z Edin, wolałem żebyś z nikim nie
rozmawiała… oprócz mnie…
W
jednej chwili uśmiech zniknął z twarzy dziewczyny. Zrobiła się
blada jak ściana.
-Masz
moją kartkę?-zapytała przerażona wizją, że mogła ją zgubić-
Tak, czy nie?
-Włożyłaś
mi ją do kieszeni, ale nie sprawdzałem…-powiedział chłopak,
niczego nieświadomy, podszedł do wieszaka w kącie pokoju i zaczął
przeglądać wszystkie kieszenie płaszcza.
-Mam,
ale…
-Oddaj
mi ją!- krzyknęła lodowatym tonem Astrid-Daj mi ją, słyszysz?
Dziewczyna
próbowała wyszarpnąć mu zwiniętą wiadomość, ale chłopak
szybko odskoczył od łóżka.
-ZNAJDĘ
CIĘ- przeczytał napis-… napisane krwią?...Co to znaczy, Astrid!
-Ktoś
mnie szuka, a ja nie mogę być znaleziona, rozumiesz? Nie mogę ci
powiedzieć…
Oczy
dziewczyny zaszły łzami. Wykrzywiła twarz w grymasie i próbowała
powstrzymać płacz. Chłopak usiadł obok niej i ją przytulił. Nie
rozumiał zachowania dziewczyny, więc postanowił zachować się jak
najbezpieczniej.
-Astrid,
zrobiłem coś nie tak?- kombinował bezradny Nate- Astrid, odezwij
się…
-Ile
mogę tu zostać?- zapytała dławiąc się łzami. Miała nadzieję,
że jak najdłużej.
-Nie
pytałem, ale wydaje mi się, że ile chcesz…
Dziewczyna
natychmiast wtuliła się w niego. Była mu wdzięczna, mimo że to
nie od niego zależało.
-Zostanę.
Na pewno.
Tak
jak powiedziała- została. W szpitalu była, aż do wiosny. Nate
spędzał z nią każdą możliwą chwilę. Prawie zamieszkał w jej
pokoju. Był szczęśliwy, bo wreszcie mógł spędzić z nią czas,
z dala od wioski, w której każdy ją znał. To była jego pierwsza
wiosna od powrotu z miasta. Kiedy tylko Astrid była na siłach, żeby
opuścić pokój w lecznicy, szli nad urwisko. Nikt oprócz nich tam
nie przychodził. Mogli spokojnie porozmawiać. Astrid wciąż nie
chciała nic wyjaśnić- Nate nie wiedział skąd przyszła, co się
jej stało i co oznaczała wiadomość. To był temat tabu.
Któregoś
dnia, Nate przyszedł do jej pokoju. Nie było jej. Jak najszybciej
wybiegł z lecznicy i poszedł nad urwisko. Tam też jej nie było.
Spojrzał w dół. Morze. Na szczęście bez skał, rząd je usunął.
Chłopak szybko zdjął koszulkę i gotowy był skoczyć, kiedy
dziewczyna przybiegła i rzuciła się razem z nim do wody.