Poszła
do najbliższego sklepu z ubraniami, który zauważyła. Nazywał się
po prostu „Clothes”. Po wejściu do środka zadzwonił malutki
dzwoneczek przy drzwiach. Mimo to, nikt nie pojawił się w środku.
-Halo?-zapytała
cicho- Jest tu ktoś?
Cisza.
Dziewczyna obejrzała się wokół siebie. Nie było tu dużo ubrań,
za to większość była czarna i granatowa. Podeszła do jednego z
wieszaków i zaczęła przyglądać się bliżej bluzkom i sukienkom
na ramiążkach. Wszystkie były w jej rozmiarze, tak jakby na nią
czekały. Dotknęła jedną z czarnych podkoszulek. Była bardzo
podobna do tej, którą miała na sobie, z jednym wyjątkiem- nie
trzeba było jej skracać. W dotyku przypominała bawełnę, a z
przodu można było wyczuć nadruk. Niestety przy ciemnościach
panujących w sklepie nic nie wiedziała.
-Podoba
ci się?- przerażona dziewczyna podskoczyła i natychmiast się
obróciła- Nie bój się, jestem Clarise.
-Nie
wiedziałam, że tu jesteś… Przepraszam, nie powinnam tu
wchodzić-speszyła się Astrid- Jestem Astrid, dopiera przybyłam…
wracam ze szpitala, dostałam jakieś ciuchy od tutejszych, ale
szczerze, wolałabym chodzić w starej podartej sukience, niż w
tamtych ubraniach.
-Ogarniam-odparła
Clarise-Jak coś ci się spodoba możesz sobie wziąć i tak nikt ich
nie kupował. Za tamtym wieszakiem są przymierzalnie, zaraz zapalę
światło.
Poszła.
Miała w sobie coś podobnego do Astrid, coś, co sprawiło, że
postanowiła dać jej szansę. Czarne krótkie włosy i zielono-żółte
oczy dawały wrażenie tajemniczej samotniczki. Poza tym była bardzo
niska i szczupła. Jej śniada cera dodawała egzotyczności, całej
jej postaci. Astrid czuła, że musi ją poznać, …ale dopiero
później.
-Poczekaj!-krzyknęła
za oddalającą się postacią- Na pewno mogę wziąć, co chcę?
-Co
chcesz i ile chcesz-wszystko jest twoje!- rzuciła nie odwracając
się.
Astrid
ruszyła w stronę przebieralni. Wokoło na wieszakach wisiały
ubrania, które wręcz ciągnęły do siebie. Kiedy światła
błysnęły, zauważyła, że ubrania wcale nie były tylko czarne i
granatowe oraz było ich znacznie więcej. Pod wieszakami stały
najróżniejsze buty, botki, koturny i szpilki. W całym
pomieszczeniu nie było nic pastelowego. Czarny, czerwony, biały,
granatowy, fioletowy, ciemnozielony- te kolory królowały na
wystawach. Łapczywie zgarnęła jak najwięcej części garderoby i
zniknęła w przymierzalni. Spięła wysoko włosy i obejrzała swoje
zdobycze.
-Hej,
koleżanko!-krzyknęła Clarise zza drzwi- Wychodzę zapalić, jak
już coś znajdziesz weź torbę spod lady i się zapakuj, nie czekaj
na mnie!
Kiedy
tylko drzwi się za nią zamknęły dziewczyna przejrzała się w
stroju. Założyła krotką i dopasowaną czarną sukienkę z
ćwiekami na poszerzanych ramionach, a do tego jedyne złote szpilki
znalezione w „sklepie”.
-Odpada,
zbyt zadziornie-mruczała sama do siebie.
Zręcznie
zrzuciła kieckę i założyła krótkie czarne szorty i fioletowy
top. Szpilki zmieniła na płaskie rubinowe botki ze złotymi
perełkami na pięcie. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Rozpuściła
długie włosy, pozwalając im swobodnie opadać na ramiona. Widziała
niziutką piętnastolatkę z bursztynowymi, ciekawskimi oczami,
malinowymi ustami, które często nie potrafiły powstrzymać jej
ciętego języka. Do tego ledwo widoczne piegi na policzkach. Wolała
je maskować, za bardzo przypominały jej Galię, od której chciała
się odróżnić. Poranione ręce i nogi, pełne blizn po brzytwie,
po którą tak często sięgała pod nieobecność Nate’a.
Kategorycznie musiała się przebrać.
-Musi
gdzieś tu być!-denerwowała się, przerzucając ubrania, w
poszukiwaniu czarnej (jak zwykle) bluzki z długim rękawem,
pozwalającej zakryć blizny i długich, obcisłych jeansów.
-Wróciłam!-oznajmiła
Clarie, po wejściu do środka- Ktoś cię szuka, ktoś bardzo
umięśniony, przystojny, z nienaganną fryzurą… wspominałam jak
bardzo jest umięśniony?... A najlepsze jest to, że nie ma
dziewczyny! Poznajesz typa? Ja nie bardzo…
-Ja
poznaję, chociaż trochę przesadziłaś… nie ma wcale
„nienagannej” fryzury-odpowiedziała Astrid. Już polubiła tą
całą Clarise…
-To
chyba muszę iść do fryzjera, ale miło słyszeć, że co do reszty
nie masz zastrzeżeń…Szukałem cię, już miałem zwoływać grupę
poszukiwaczy, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd Lisa cię odnalazła i
wszystkie przygotowania spełzły na niczym-powiedział z udawaną
przykrością.
-Wybacz
mi, nie wiem, co we mnie wstąpiło, że cię zostawiłam-powiedziała
z sarkazmem dziewczyna- Wiem, że nie możesz beze mnie żyć…
Cmoknęła
go w usta i schowała się w przymierzalni. Miała nadzieję, że nie
zauważył jej blizn…
Szybko
założyła czarną koszulkę i rurki, które nagle znalazły się na
samej górze ubrań.
-Jestem
już gotowa- pokazała się, po wyjściu z szatni- Nate, kochany
poniesiesz mi zakupy? Dziękuję!-uśmiechnęła się zwycięsko-
Mogę wziąć, aż tyle Lisa?
-Powtarzałam,
już chyba milion razy- TAK!- potwierdziła zniecierpliwiona Clarise-
Jeżeli chcesz, możesz tu mieć swoją prywatną szafę. Już od
dawna nikt nic nie kupił, a ja prowadzę jeszcze jeden sklep.
Poradzę sobie, a ty leć! Weź tyle ubrań, żeby wystarczyło na
najbliższe dni i nie przeciążaj Nathana!-dodała udając, że ją
poucza-Leć i baw się dobrze. Widzimy się jutro w klubie i nie chce
słyszeć odmowy lub wymówek!
-Chodźmy,
bo ktoś tu traci cierpliwość-zaćwierkał chłopak- Nigdy nie
zrozumiem, po co ci tyle ubrań, ale nie kwestionuję tego,…bo
jeszcze nie będziesz chciała u mnie nocować!
-Wciąż
mogę zmienić zdanie! Pamiętaj o tym, kiedy będziesz chciał
głośno pomarzyć!-uprzedziła go Astrid. Mocno przytuliła Lisę i
pocałowała Nate’a w policzek. Najwyraźniej tylko tak mogła to
robić, bo inaczej zaczynał świrować…
Wyszli
na zewnątrz. Było już ciemno. Astrid nieświadomie złapała
chłopaka za rękę, jakby on miał ją chronić przed złem tego
świata. On, również tego nieświadomy przyciągnął ją jak
najbliżej i zaprowadził do domu. Wbrew oczekiwaniu dziewczyny,
naprawdę był całkiem spory. Z tyłu mieszkania znajdował się
ogródek i basen, a sam dom miał trzy piętra. Na zewnątrz wyglądał
tak jak każdy inny w tej wiosce- białe ściany, karminowy dach i
ceglany komin. W oknach wisiały zasłonki, a na parapetach pod nimi
stały kwiatki w doniczkach.
Kiedy
weszli do środka, chłopak rzucił torbę z ciuchami w kąt,
przerzucił dziewczynę przez ramie i wbiegł z nią po schodach, aż
na samą górę do jej pokoju. Był dość duży, na największej
ścianie było okno, rozciągające się od sufitu, aż do podłogi,
na całą szerokość ściany, która, tak jak wszystkie inne, była
pomalowana na śliwkowo. W kolorystyce pokoju górowały fiolety i
brązy. Całe pomieszczenie miało kształt ośmiokąta. Nad ogromnym
oknem wisiały ciężkie, satynowe zasłony, które za jednym
pociągnięciem sznureczka zasłaniały całe okno. Były
ciemnokasztanowe. Z lewej strony pokoju stało wielgachne łóżko,
zmieściłyby się w nim przynajmniej trzy osoby. Na nim leżała
aksamitna liliowa pościel. Obok niego, stała toaletka i wielka
szafa. Naprzeciwko łoża stało duże biurko, wykonane z ciemnego,
wiśniowego drewna. Nad nim wisiała lampa, oświetlająca
pracownię. Ze środka sufitu zwisała piękna lampa, która po
zapaleniu światła, rzucała cień na pokój, sprawiając, że
wyglądał jak las nocą. Na biurku leżała kamera i aparat
fotograficzny.
-Może
być?-zapytał Nate, kiedy wszedł z dziewczyną do pokoju- Kiedy nie
byłem z tobą w szpitalu, trochę nad nim pracowałem… Podoba ci
się?
-Jest
idealny- odparła dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że będzie tu
mieszkać-Jesteś najlepszym na świecie Nathanem jakiego zna
ludzkość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj zamieszkam… to
jak pokój z bajki…
Przepraszam, że tak późno, ale godzinę wcześniej wróciłam z treningu i wcześniej się nie wyrobiłam ;), mam nadzieję, że mi wybaczycie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz