Clarise chodziła po wiosce. Dziwiło ją, że żaden z mieszkańców nie zauważył niczego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni, miesięcy. Pomyślała jednak, że prawdopodobnie to wszystko działo się tylko w jej małym gronie bliskich. Ludzie tak jak zwykle, chodzili na imprezy, robili zakupy, chodzili nad morze, oddawali się radościom życia i po prostu żyli. Szybko przestała myśleć o innych. Zaczęła myśleć o Nathanie.
Nie mogła pozwolić na jego jakikolwiek związek z Astrid. Wiedziała, że to po prostu nie wyjdzie. Ona go zmieniała. Nigdy nie był sobą przy niej. Ze spokojnego żartownisia, zmieniał się w trzęsącego portkami romantyka. On taki nie był. Astrid była inna. Obowiązkiem Clarise było zadbanie o swojego przyjaciela. Znaczyło to odpędzenie Astrid. Raz na zawsze.
* * *
Astrid chodziła z Semaxem po wielkim ogrodzie. Co kilkaset metrów pojawiały się altanki. Słońce powoli zachodziło, a ziemia była mokra przez deszcz, który spadł kilka godzin wcześniej. Chłopak nie mówił dużo. Pytał ją o tym co robiła po ucieczce. Potem, chwycił ją za rękę i przysunął ją do niej. Pozwalała mu na to. Kiedy był bliżej, mogła napawać się jego zapachem. Był cudowny. Trudno go opisać. Każdy czułby go inaczej. Magia zawsze ma w sobie lukę, przez którą można ją zdemaskować. W tym przypadku kiedy się do siebie zbliżali czuła inny zapach.
-Chciałbym cię przeprosić. Skrzywdziłem cię, ale żałuję i chcę to naprawić. Zostaniesz ze mną?-zapytał i spojrzał jej prosto w oczy. Byli jeszcze bliżej niż wcześniej.
-Pachniesz inaczej-zauważyła i od razu się odsunęła- Teraz jeszcze inaczej. Co to ma znaczyć?! Jak mogłeś? Myślałeś, że urok ci pomoże?! Nie wybaczę ci. Nigdy. Nie potrafisz radzić sobie z życiem, nawet kiedy chodzi o kontakty między ludzkie-krzyczała na niego zdenerwowana. Semax próbował coś powiedzieć, ale Astrid szybko się odwróciła i zaczęła biec.
Uciekała. Przed wszystkim. W myślach wrzeszczała na siebie, na swoją głupotę. Jak mogła się tak pomylić? Przecież on nigdy by się nie zmienił. Nie potrafi być uczciwym, szczerym i kochającym. Przez moment myślała, że naprawdę się zmienił. Ale oszukiwała samą siebie. Oczywiście zaczął padać deszcz. Zdjęła buty, żeby szybciej biec i schować się przed deszczem. Kiedy szła z Semaxem przez ogród, widziała kilka altanek. Przez deszcz nic nie widziała i biegła na oślep. Pod nogami miała błoto. Poślizgnęła się. Skręciła kostkę, a sukienka od błota nadawała się do wyrzucenia. Ale dalej się poruszała jak najszybciej mogła. Chłopak nawet nie próbował jej zatrzymać. To było oczywiste. Nigdy mu nie zależało na niej, tylko na jej genach.
Ból kostki był nie do zniesienia. Przystanęła na moment i rozejrzała się po ogrodzie. Wszystko straciło urok. Wydawało jej się, że jest w labiryncie. Nieskończone alejki, uliczki, tajemnicze ścieżki. Jednak coś zwróciło jej uwagę. Biała altanka, 20 metrów przed nią. Ledwo ją widziała przez deszcz i ciemność, nie wiedziała, czy kogoś tam nie ma, a wolała nie pokazywać się komukolwiek w takim stanie. Postanowiła, że zaryzykuje upokorzeniem, bo inaczej skręcenie będzie zbyt ciężkie do wyleczenia. Przykuśtykała i usiadła na drugim stopniu schodków, znajdującym się już pod dachem. Zaczęła masować stopę i choć trochę oczyścić ubranie, kiedy poczuła, że ktoś dotknął jej ramienia.
-Potrzebujesz pomocy?-zapytał towarzysz. Był to średniego wzrostu blondyn z jasnymi oczami. Miał na sobie czarną koszulę i czarne jeansy. Wyciągał do niej rękę, żeby pomóc jej wstać. Chwyciła go, a on pomógł jej przykuśtykać do małej ławeczki.
-Jestem Felix. A ty?
-Jestem Astrid. Dziękuję za pomoc.
Hej, tu znowu ja :) od razu przepraszam za długą nieobecność, ale mam ostatnio bardzo mało czasu, a oceny same się nie poprawią. Pomyślałam, że zmienię trochę sposób narracji. Ale tylko w przypadku Astrid i Felixa. Nad resztą jeszcze się zastanowię. Mam nadzieję, że się podoba, a jeżeli tak, to komentujcie :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz