piątek, 2 maja 2014

Hej, tu znowu ja ;) zanim zacznę dalszy fragment pomyślałam, że wstawię piosenkę, która skojarzyła mi się z Clarise. Mam już kilka piosenek, które bym chętnie wstawiła w różne miejsca w opowiadaniu, ale nie wiem co o tym myślicie. https://www.youtube.com/watch?v=mWRsgZuwf_8 . Okej, do dzieła!



   -A może ta?-Ralda usilnie próbowała pomóc Astrid w doborze sukienki na kolację. Niestety dziewczyna nie mogła się zdecydować.
-Żółta? Na pewno?-odparła niepewnie- Ja myślałam o tej.
   Pokazała Raldzie srebrną suknię do ziemi, wyglądającą jak suknie księżniczek z praczasów. Na dole miała wszyte czarne ptaki, a im wyżej tym jaśniejsza się stawała. Lśniła blaskiem księżyca.
-Załóż ją-poleciła jej służąca- Jest piękna.
-Już wiem co założę na kolację!-pisnęła zza parawanu Astrid, po czym dodała z mniejszym entuzjazmem-Na pewno nie tą kieckę!
   Sukienka wyleciała górą i opadła na podłogę. Tak jak wszystkie inne. 
-Przypomniało mi się coś-oświeciło nagle Raldę- Semax chciał żebyś założyła tą.
   Azjatka podbiegła do dużej szafy w rogu garderoby i zaczęła grzebać w stercie materiałów, pudełek i butów. Minęła dłuższa chwila, po czym zwycięsko wyjęła jedno z pudeł.
-Mam!-ucieszyła się i podała paczkę Astrid-No otwórz!
   Otworzyła niepewnie pudło i już wiedziała co założy. Czarną sukienkę do kolan, ze złotymi ćwiekami na barkach i w talii. Uszyta była z przyjemnej dzianiny, wymieszanej z jedwabiem. 
-Wyglądasz...cudownie!-powiedziała Ralda, kiedy zobaczyła Astrid w nowej sukience- Pomyślałam, że mogłabym ci upiąć włosy w wysoki kok z kokardą z włosów. Zrobię ci złote kreski na powiekach i wytuszuję rzęsy, a na usta nałożę wiśniową pomadkę. Chodź, mamy półtora godziny, potem już będę musiała cię wypuścić-dziewczyna tak się cieszyła, że cała jej twarz była zarumieniona.
-Wiesz co, myślę, że tak będzie świetnie, ale chciałabym przefarbować włosy. Elecktra mi je ścinała i zmywała blokady, ale chyba wolałabym je żywsze-wyznała jej Astrid-I dłuższe.
-Jeszcze dłuższe?-zdziwiła się Ralda i rozpuściła Astrid włosy. Sięgały do pasa i były platynowe.
-Kiedy one tak szybko urosły? W każdym razie, chcę żeby były wiśniowe. Resztę pozostawiam tobie-uśmiechnęła się dziewczyna i pozwoliła pracować azjatce.  Po 80 minutach była gotowa. Czerwone włosy lśniły w świetle, a niebieskie oczy nabrały zielonkawego odcienia. Ralda podkręciła jej włosy i pozwoliła im swobodnie opadać na plecy. Na oczach zrobiła delikatne czarno złote kreski i pomalowała jej usta na wiśniowo. Wyglądała olśniewająco.
-Jeszcze buty. Myślałam o czarnych koturnach. Semax jest sporo wyższy, a buty dopełnią cały strój-powiedziała służąca i delikatnie przygładziła jej włosy. 
-Raldo, powiedz mi, ile masz lat?-zapytała Astrid, podczas zakładania butów.
-17.  Ale wyglądam na mniej, bo jestem nimfą. Wyczuwam też emocje innych. Nie bój się. On się zmienił dla ciebie-powiedziała jej Ralda-Chodźmy już, nie możesz się spóźnić.
   Szły przez długi korytarz, aż w pewnym momencie Ralda, kazała Astrid iść dalej samej. Przeszła jeszcze kilka metrów i zobaczyła ciemną sylwetkę. Im bardziej się zbliżała, tym mocniej czuła swój ulubiony zapach cynamonu. Chłopak się obrócił, a Astrid zapomniała o wszystkim co jej zrobił. Znowu był dla niej najważniejszy. 


                                                                    * * *


   Nathan wyruszył o świcie. Nie wiedział gdzie dokładnie jest Astrid, ale był pewien, że ją odnajdzie. Zdał sobie sprawę, że może zrobić dla niej wszystko. Clarise nie odzywała się do niego przez trzy dni. Nie chciał na nią nakrzyczeć, źle się z tym czuł, ale uważał też, że nie powinna tak się zachowywać w stosunku do Astrid. Dziewczyna za to, bardzo cieszyła się, że Nathan określił się w uczuciach. Wiedziała, że nie ma u niego większych szans. Zawsze opowiadał jej o Astrid, ale ona nigdy nie sądziła, że jej powrót jest realny. Ukrywała przed Nate'em co tak naprawdę do niego czuje. Zawsze był dla niej ważny, najważniejszy, ale ona najwyraźniej była na drugim miejscu. Myślała, że może jeżeli wymyśli historię z Semax'em i oddzieli Astrid od Nathana, to zajmie jej miejsce, przez jego współczucie. Kiedy wreszcie powiedział, na czym stoi, wszystko stało się jasne. Chciała go znienawidzić, oddalić się, ale był zbyt bliski i nie mogła pozwolić mu odejść. Chciała jedynie pokazać, że na Astrid nie może już czekać, bo ona nie wróci. Kiedy Semax czegoś chce, zawsze to dostaje. Nie ważne ile osób przy tym cierpi. 
   Szedł przez las. Trawa była jeszcze wilgotna od porannej rosy. Miał torbę z prowiantem, bronią i zapasowymi ubraniami. Miał nadzieję, że dotrze do jakiejś osady przed zmrokiem. Inaczej mógł nie przeżyć do następnego dnia. Ale ignorował ryzyko, bo dla niej zrobiłby wszystko.


                                                                    * * *



-Jak miło cię widzieć, po tylu latach-uśmiechnął się szelmowsko Semax-Może spróbujemy jeszcze raz-jestem Semaxylion, ale mów mi Max.
-Astrid-kąciki ust wędrowały ku górze. Max pocałował ją w rękę, a ona spąsowiała.
-Czy mogę?-zapytał i chwycił ją za rękę-Pięknie wyglądasz, a kolor włosów ślicznie podkreśla twoją bladą cerę-szczebiotał żeby ją rozśmieszyć. Podziałało od razu. Dziewczyna już była w nim zakochana, a on potrafił obudzić w niej dawne uczucia.
-Miło mi to słyszeć, ty też całkiem, całkiem-uśmiechnęła się. Już poprawił jej się nastrój. Część jej, wciąż pamiętała co się stało, ale zdecydowana większość, chciała o tym zapomnieć. 
-Chciałbym cię gdzieś zabrać. Pokazać ci miejsca, których nie pokazałem ci wcześniej. Pokazać jak się zmieniłem, chcę żebyś mi wybaczyła, bo jeżeli tego nie zrobisz...wszystko straci sens-wyszeptał jej na ucho i spojrzał w oczy. Dobrze znała tę sztuczkę. Normalnie na pewno by nie uwierzyła, bo wiedziała, że on tylko zwodzi, a potem zostawia z pustką w sercu. Tamtego wieczoru, serce waliło jej jak młotem, a ona nie potrafiła się na niego złościć. Coś było nie tak. Wszystko działo się za szybko. Ale ona była zbyt otumaniona, żeby to zauważyć.
-Dla ciebie zrobię wszystko-mówiła jak zaczarowana-Kiedyś mnie kochałeś...
-Nadal cię kocham. Ale ty mnie nie. A ja chcę to zmienić-wyszeptał i ją pocałował-Muszę się jeszcze pozbyć dzieciaka, ale to będzie proste...-pomyślał i zaczął oprowadzać Astrid po ogrodzie. Jego zaklęcia nigdy nie działały, aż tak dobrze jak tej nocy.








3 komentarze:

  1. No no... Fajnie fajnie. Akcja się rozwija i nabiera tępa :D Bardzo mi się podoba. Powodzenia w dalszym pisaniu.
    PS Jak ci idą te rysunki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoooli, ale idą. I dziękuję :). Niedługo nowy fragment ;)

      Usuń
    2. Spoko. Bardzo się cieszę. Napisałam bym wtedy dłuższy komentarz, ale akurat byłam w podróży i mi wifi uciekało xd

      Usuń