czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 2.

   Wszystko działo się bardzo szybko. Nathan przybiegł, dopiero za trzecim wrzaskiem Clarise. W tym czasie Astrid zdążyła zemdleć. Kiedy chłopak wziął ją na ręce, myślał że dziewczyna umiera. Zabrał ją do lecznicy, ale kapłanki zabroniły mu zbliżać się do niej. Nate nic nie rozumiał. Kiedy przyszedł do przerażonej Clarie, zobaczył Astrid, ale nie mógł uwierzyć, że to ona. Miała prawie białe włosy i niebieskie oczy. Kiedy ją poznał była zielonookim rudzielcem. 
   Dziewczyna leżała w lecznicy kilka dni. Przez cały ten czas Clarice i Nate przychodzili do niej. Przynosili jej kwiaty do pokoju, Clarie dostarczała jej jeszcze nowe ubrania ze sklepu, a Nathan siedział z nią, aż do zmroku. Obiecał sobie, że znajdzie Semaxa i go zniszczy. Nie powiedział tego Astrid, bo wiedział, że ona mu nie pozwoli. Codziennie próbował dowiedzieć się czegoś więcej o jej stanie zdrowia, ale kapłanki nic nie chciały mu powiedzieć.  W końcu po trzech tygodniach, dziewczyna mogła opuścić lecznicę. Była już zdrowa, ale nie rozmawiała z nikim i najwyraźniej nie miała zamiaru. Co jakiś czas powtarzała tylko krótką melodię. Jej włosy wyglądały jak połączenie złota i platyny- lśniące i bardzo jasne. Niebieskie oczy cały czas zdawały się na coś patrzeć. Dziewczyna zachowywała się prawie normalnie. Jadła, wychodziła z domu, rysowała, ale też bardzo często budziła się z wrzaskiem, z nikim nie chciała rozmawiać, a kiedy ją o coś pytali, odpowiadała mruknięciami. Mijały tygodnie, miesiące. Clarise pytała kapłanek dlaczego tak się dzieje. One nic nie odpowiadały. 
   Jednej nocy Astrid wyszła ze swojego pokoju i weszła do ciemnego pokoju, którego tak bardzo się bała. Była nieświadoma tego co robi. Kiedy była w środku zanuciła kilka razy tą samą melodię, po czym zaczęła wrzeszczeć. Chłopak martwiąc się o bezpieczeństwo dziewczyny, przybiegł i stanął jak wryty. Dziewczyna unosiła się w powietrzu, jej oczy świeciły w ciemności, a z ust wydobywał się wrzask. Próbował wejść do pokoju, w którym była, ale w drzwiach była jakaś bariera, która odpychała go od wejścia. Po około minucie Astrid po prostu spadła na ziemię. Oparła się na ramieniu i wyglądała, jakby nie wiedziała co się właśnie stało. Spojrzała na chłopaka, a kiedy się obróciła, zobaczyła zamaskowaną, czarną postać, która zabrała ją ze sobą w ciemność. Została po niej tylko kartka. Czysta kartka. Nic więcej. Znikła. 


 Hej, tu znowu ja ;) dzisiaj kolejny fragment, zaraz będę pracować nad rysunkami, a niedługo wstawię też muzykę. Jestem bardzo ciekawa tego, co myślicie o moim opowiadaniu, dlatego komentujcie do woli, a jeżeli macie jakieś pomysły na dalszy ciąg, możecie w komentarzach o tym napisać. Będę wdzięczna ;D Buziaki ;* Wygnanka   

4 komentarze:

  1. Uhuhuhuuu... Robi się mrocznie :D To, jak opisywałaś, że dużo rysowała i prawie się nie odzywała to może się zgadzać ;) Osoby, które dużo przeszły lub mają różnego typu wizje mogą się tak zachowywać. Czasami przeklinam swoją wiedzę na ten temat ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję już nad rysunkami, ale nie odpowiadam za zbite ekrany ;D co do opowiadania, to piszę i piszę, ale wena twórcza nachodzi mnie zazwyczaj w najmniej odpowiednim momencie (np. 2 w nocy), dlatego wybaczcie mi jeżeli nie dodam nic w ciągu tygodnia. Kiedy zaczną się u mnie lekcje w poniedziałek, na pewno rzadziej będę dodawać posty, bo trudno mi pogodzić pisanie ze szkołą. Ale dziękuję za komentarz Buntowniczko ;D

      Usuń
  2. Ach ta wena... Skąd ja to znam ;) Trzecia nad ranem Buntowniczka piszę opowiadania na telefonie :D Powodzenia w szkole i pisaniu.

    OdpowiedzUsuń