poniedziałek, 24 lutego 2014

Dalszy ciąg :D

  Poszła do najbliższego sklepu z ubraniami, który zauważyła. Nazywał się po prostu „Clothes”. Po wejściu do środka zadzwonił malutki dzwoneczek przy drzwiach. Mimo to, nikt nie pojawił się w środku.
-Halo?-zapytała cicho- Jest tu ktoś?
  Cisza. Dziewczyna obejrzała się wokół siebie. Nie było tu dużo ubrań, za to większość była czarna i granatowa. Podeszła do jednego z wieszaków i zaczęła przyglądać się bliżej bluzkom i sukienkom na ramiążkach. Wszystkie były w jej rozmiarze, tak jakby na nią czekały. Dotknęła jedną z czarnych podkoszulek. Była bardzo podobna do tej, którą miała na sobie, z jednym wyjątkiem- nie trzeba było jej skracać. W dotyku przypominała bawełnę, a z przodu można było wyczuć nadruk. Niestety przy ciemnościach panujących w sklepie nic nie wiedziała.
-Podoba ci się?- przerażona dziewczyna podskoczyła i natychmiast się obróciła- Nie bój się, jestem Clarise.
-Nie wiedziałam, że tu jesteś… Przepraszam, nie powinnam tu wchodzić-speszyła się Astrid- Jestem Astrid, dopiera przybyłam… wracam ze szpitala, dostałam jakieś ciuchy od tutejszych, ale szczerze, wolałabym chodzić w starej podartej sukience, niż w tamtych ubraniach.
-Ogarniam-odparła Clarise-Jak coś ci się spodoba możesz sobie wziąć i tak nikt ich nie kupował. Za tamtym wieszakiem są przymierzalnie, zaraz zapalę światło.
  Poszła. Miała w sobie coś podobnego do Astrid, coś, co sprawiło, że postanowiła dać jej szansę. Czarne krótkie włosy i zielono-żółte oczy dawały wrażenie tajemniczej samotniczki. Poza tym była bardzo niska i szczupła. Jej śniada cera dodawała egzotyczności, całej jej postaci. Astrid czuła, że musi ją poznać, …ale dopiero później.
-Poczekaj!-krzyknęła za oddalającą się postacią- Na pewno mogę wziąć, co chcę?
-Co chcesz i ile chcesz-wszystko jest twoje!- rzuciła nie odwracając się.
  Astrid ruszyła w stronę przebieralni. Wokoło na wieszakach wisiały ubrania, które wręcz ciągnęły do siebie. Kiedy światła błysnęły, zauważyła, że ubrania wcale nie były tylko czarne i granatowe oraz było ich znacznie więcej. Pod wieszakami stały najróżniejsze buty, botki, koturny i szpilki. W całym pomieszczeniu nie było nic pastelowego. Czarny, czerwony, biały, granatowy, fioletowy, ciemnozielony- te kolory królowały na wystawach. Łapczywie zgarnęła jak najwięcej części garderoby i zniknęła w przymierzalni. Spięła wysoko włosy i obejrzała swoje zdobycze.
-Hej, koleżanko!-krzyknęła Clarise zza drzwi- Wychodzę zapalić, jak już coś znajdziesz weź torbę spod lady i się zapakuj, nie czekaj na mnie!
  Kiedy tylko drzwi się za nią zamknęły dziewczyna przejrzała się w stroju. Założyła krotką i dopasowaną czarną sukienkę z ćwiekami na poszerzanych ramionach, a do tego jedyne złote szpilki znalezione w „sklepie”.
-Odpada, zbyt zadziornie-mruczała sama do siebie.
  Zręcznie zrzuciła kieckę i założyła krótkie czarne szorty i fioletowy top. Szpilki zmieniła na płaskie rubinowe botki ze złotymi perełkami na pięcie. Przyjrzała się swojemu odbiciu. Rozpuściła długie włosy, pozwalając im swobodnie opadać na ramiona. Widziała niziutką piętnastolatkę z bursztynowymi, ciekawskimi oczami, malinowymi ustami, które często nie potrafiły powstrzymać jej ciętego języka. Do tego ledwo widoczne piegi na policzkach. Wolała je maskować, za bardzo przypominały jej Galię, od której chciała się odróżnić. Poranione ręce i nogi, pełne blizn po brzytwie, po którą tak często sięgała pod nieobecność Nate’a. Kategorycznie musiała się przebrać.
-Musi gdzieś tu być!-denerwowała się, przerzucając ubrania, w poszukiwaniu czarnej (jak zwykle) bluzki z długim rękawem, pozwalającej zakryć blizny i długich, obcisłych jeansów.
-Wróciłam!-oznajmiła Clarie, po wejściu do środka- Ktoś cię szuka, ktoś bardzo umięśniony, przystojny, z nienaganną fryzurą… wspominałam jak bardzo jest umięśniony?... A najlepsze jest to, że nie ma dziewczyny! Poznajesz typa? Ja nie bardzo…
-Ja poznaję, chociaż trochę przesadziłaś… nie ma wcale „nienagannej” fryzury-odpowiedziała Astrid. Już polubiła tą całą Clarise…
-To chyba muszę iść do fryzjera, ale miło słyszeć, że co do reszty nie masz zastrzeżeń…Szukałem cię, już miałem zwoływać grupę poszukiwaczy, kiedy nagle, ni stąd, ni zowąd Lisa cię odnalazła i wszystkie przygotowania spełzły na niczym-powiedział z udawaną przykrością.
-Wybacz mi, nie wiem, co we mnie wstąpiło, że cię zostawiłam-powiedziała z sarkazmem dziewczyna- Wiem, że nie możesz beze mnie żyć…
Cmoknęła go w usta i schowała się w przymierzalni. Miała nadzieję, że nie zauważył jej blizn…
Szybko założyła czarną koszulkę i rurki, które nagle znalazły się na samej górze ubrań.
-Jestem już gotowa- pokazała się, po wyjściu z szatni- Nate, kochany poniesiesz mi zakupy? Dziękuję!-uśmiechnęła się zwycięsko- Mogę wziąć, aż tyle Lisa?
-Powtarzałam, już chyba milion razy- TAK!- potwierdziła zniecierpliwiona Clarise- Jeżeli chcesz, możesz tu mieć swoją prywatną szafę. Już od dawna nikt nic nie kupił, a ja prowadzę jeszcze jeden sklep. Poradzę sobie, a ty leć! Weź tyle ubrań, żeby wystarczyło na najbliższe dni i nie przeciążaj Nathana!-dodała udając, że ją poucza-Leć i baw się dobrze. Widzimy się jutro w klubie i nie chce słyszeć odmowy lub wymówek!
-Chodźmy, bo ktoś tu traci cierpliwość-zaćwierkał chłopak- Nigdy nie zrozumiem, po co ci tyle ubrań, ale nie kwestionuję tego,…bo jeszcze nie będziesz chciała u mnie nocować!
-Wciąż mogę zmienić zdanie! Pamiętaj o tym, kiedy będziesz chciał głośno pomarzyć!-uprzedziła go Astrid. Mocno przytuliła Lisę i pocałowała Nate’a w policzek. Najwyraźniej tylko tak mogła to robić, bo inaczej zaczynał świrować…
  Wyszli na zewnątrz. Było już ciemno. Astrid nieświadomie złapała chłopaka za rękę, jakby on miał ją chronić przed złem tego świata. On, również tego nieświadomy przyciągnął ją jak najbliżej i zaprowadził do domu. Wbrew oczekiwaniu dziewczyny, naprawdę był całkiem spory. Z tyłu mieszkania znajdował się ogródek i basen, a sam dom miał trzy piętra. Na zewnątrz wyglądał tak jak każdy inny w tej wiosce- białe ściany, karminowy dach i ceglany komin. W oknach wisiały zasłonki, a na parapetach pod nimi stały kwiatki w doniczkach.
  Kiedy weszli do środka, chłopak rzucił torbę z ciuchami w kąt, przerzucił dziewczynę przez ramie i wbiegł z nią po schodach, aż na samą górę do jej pokoju. Był dość duży, na największej ścianie było okno, rozciągające się od sufitu, aż do podłogi, na całą szerokość ściany, która, tak jak wszystkie inne, była pomalowana na śliwkowo. W kolorystyce pokoju górowały fiolety i brązy. Całe pomieszczenie miało kształt ośmiokąta. Nad ogromnym oknem wisiały ciężkie, satynowe zasłony, które za jednym pociągnięciem sznureczka zasłaniały całe okno. Były ciemnokasztanowe. Z lewej strony pokoju stało wielgachne łóżko, zmieściłyby się w nim przynajmniej trzy osoby. Na nim leżała aksamitna liliowa pościel. Obok niego, stała toaletka i wielka szafa. Naprzeciwko łoża stało duże biurko, wykonane z ciemnego, wiśniowego drewna. Nad nim wisiała lampa, oświetlająca pracownię. Ze środka sufitu zwisała piękna lampa, która po zapaleniu światła, rzucała cień na pokój, sprawiając, że wyglądał jak las nocą. Na biurku leżała kamera i aparat fotograficzny.
-Może być?-zapytał Nate, kiedy wszedł z dziewczyną do pokoju- Kiedy nie byłem z tobą w szpitalu, trochę nad nim pracowałem… Podoba ci się?

-Jest idealny- odparła dziewczyna, nie mogąc uwierzyć, że będzie tu mieszkać-Jesteś najlepszym na świecie Nathanem jakiego zna ludzkość. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tutaj zamieszkam… to jak pokój z bajki…

 Przepraszam, że tak późno, ale godzinę wcześniej wróciłam z treningu i wcześniej się nie wyrobiłam ;), mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

niedziela, 23 lutego 2014

-To najlepsze uczucie na świecie!- piszczała spadając z przepaści. Chłopak trzymał ją mocno za rękę i mimo że chciał zachować trzeźwy umysł, myślał dokładnie tak samo. Tuż przed zderzeniem z taflą przezroczystej wody morskiej wypuścili ręce z uścisku i przygotowali się do zanurzenia. Woda miała kilkanaście metrów głębokości, ale wyglądała jak kilkudziesięcio centymetrowy brodzik. Znaleźli się na głębokości dwóch metrów. Złapali się za ręce, Astrid uśmiechnęła się jak mała dziewczynka ciesząca się z dodatkowej porcji lodów w upalny dzień.
-Zwariowałaś?!-zapytał roześmiany chłopak, po wynurzeniu się- Mam nadzieję, że chociaż umiesz pływać!
-Pomyślałam, że w ten sposób się nauczę- żartowała dziewczyna- Pewnie, że umiem! Płyniemy do brzegu?
-Poczekaj- powiedział chłopak i zanurkował po śliczną muszelkę, leżącą na piasku. Nie była zbyt głęboko, ale i tak wywołało to podziw na twarzy Astrid- Na pamiątkę.
-Dziękuję!- przytuliła go- Jest prześliczna, naprawdę.
Wrócili na brzeg. Usiedli na piasku i obserwowali zachód słońca. Nie rozmawiali, nie chcieli popsuć tej chwili ludzkim głosem. Każde z nich zastanawiało się, czy to nie to o czym marzyli, przez ostatnie lata. Oboje myśleli o przeszłości, o tym, co działo się, kiedy byli rozdzieleni. Po twarzy Astrid spłynęła mała łezka. Szybko ją otarła, jak gdyby nie chciała pokazać jej światu. Jej świat jednak to zauważył…
-Co się stało?- zapytał patrząc jej w oczy.
- Po prostu się wzruszyłam, no wiesz… jak to zwykle ja…- próbowała się uśmiechnąć. Bez skutku- Nie widzieliśmy się tak długo, ja uciekłam z Edin tuż po wybuchu, nawet nie wiem czy moja rodzina żyje… mama, tata, Galia! A najgorsze jest to, że za nimi nie tęsknię! W takich chwilach jak ta, zapominam o nich, jakby nigdy nie istnieli…Jestem tu z tobą, jestem szczęśliwa, ale kiedy wszystko zaczyna się układać, znowu wszystko niszczę!
Astrid wstała i odeszła od niego na kilka metrów. Podchodziła do wody, jakby próbowała złapać zachodzące słońce. Wydawało jej się, że razem z tym słońcem traci wszystkie nadzieje i marzenia. Kiedy zaszło usiadła na mokrym piasku. Miała na sobie krótką sukienkę, a pod nią strój kąpielowy. W dłoni trzymała chustę, a kiedy zawiał mocniejszy podmuch wiatru wypuściła ją z dłoni. W ten sposób chciała pożegnać się z bliskimi, których straciła.
-Wracamy?- zaproponował Nate, widząc że dziewczyna potrzebuje odpoczynku.
-Pewnie… dziękuję ci…-powiedziała i pocałowała go w policzek-… Za wszystko…
Chłopak wziął ją na ręce, zakręcił dwa razy w powietrzu i podrzucił jak małą dziewczynkę. Kiedy skończył robić z siebie park rozrywki, postawił ją na ziemi i mocno przytulił. Robił tak jak byli dziećmi, ona zawsze była od niego dużo mniejsza.
-Lepiej?-zapytał.
-Lepiej.
Wrócili do osady trzymając się za ręce. W tej małej wiosce każdy znał każdego, dlatego widok dwojga młodych darzących się uczuciem, wprawiło ich w szczęśliwe rozmarzenie.
-Musisz odpocząć-stwierdził chłopak, po odprowadzeniu Astrid do jej pokoju w lecznicy- Zobaczymy się jutro, prawda?
-Wolałabym z tobą zostać-zwierzyła mu się dziewczyna- Tutaj mam koszmary…
Astrid zrobiła minę małego pieska proszącego o jedzenie.
-Pogadam z lekarzem, ale nie oczekuj zbyt wiele. Zrobili wszystko co mogli byś wyzdrowiała, są do ciebie bardzo przywiązani… Zresztą jak wszyscy, którzy cię poznali-dodał z szelmowskim uśmiechem.
Kiedy Nate wyszedł z jej pokoju w szpitalu, dziewczyna westchnęła. Bardzo za nim tęskniła, nie widzieli się prawie 6 lat. Jako mała dziewczynka podkochiwała się w nim i zawsze zazdrościła starszym dziewczynom w jego wieku, bo one widywały go codziennie w szkole. Nie wiedziała jednak, że każda z tych dziewczyn kipiała z zazdrości, widząc jak Nate na nią patrzy. On kochał ją od momentu, kiedy pierwszy raz ją zobaczył- najpierw była to miłość braterska, która z czasem przerodziła się w miłość najlepszych przyjaciół. Ona także go kochała, tylko nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Wtedy był dla niej jak brat bliźniak, bliższy niż jej rzeczywista bliźniaczka Galia.
-Pakuj się- wparował do pokoju chłopak-…Zgodzili się!
Astrid zapiszczała ze szczęścia. Rzadko to robiła, a jeżeli już, to tylko wtedy, gdy naprawdę się cieszyła.
-Poczekam na zewnątrz, przebierz się w coś suchego, a potem mnie zawołaj, pomogę ci się spakować. Tutejsze rodziny podarowały ci trochę ubrań, przejrzysz je u mnie w domu.
-Będę z tobą mieszkać?-zapytała go Astrid-Nie będę ci przeszkadzać?
-Mam duże mieszkanie, spokojnie-uspokoił ją, po czym dodał z szelmowskim uśmiechem-Komu miałabyś przeszkadzać, skarbie?
Wyszedł. Astrid wyciągnęła z torby na łóżku ubrania. Szybko je przejrzała. Większość z nich stanowiły przewiewne tuniki i suknie do kostek. Niektóre były w duże kwiaty, a inne po prostu pastelowe. Nie lubiła takich dziewczęcych ubrań. Zazwyczaj ubierała się bardziej praktycznie-spodnie do kolan, krótkie bluzki odsłaniające pępek i często związane włosy. Chciała pokazać, że jest twarda przy okazji zwodząc niektórych. Poza tym jej ubrania były w ciemnych odcieniach, nie lubiła pokazywać się jako bezbronna grzeczna dziewczynka. To nie była prawdziwa ona.

Na szczęście znalazła czarny podkoszulek na ramiączkach i ciemnozieloną spódnicę do kostek. Założyła je. Odcięła kawałek z dolnego brzegu bluzki, sprawiając sobie krótki top. W spódnicy zrobiła wycięcie z boku. Rozejrzała się po pokoju. Było w miarę czysto…nie licząc sterty śmieci pod łóżkiem. Szybko zebrała ubrania z posłania, wytarła w prześcieradło wciąż mokre włosy i wyszła na dwór. Nathana nie było. Nie miała pojęcia, gdzie mógł pójść. Postanowiła, że rozejrzy się po wiosce. Nie było to miejsce, z jakim kojarzy się wieś. Mieszkańców było, co prawda mało, ale poziom cywilizacji był dużo wyższy niż w miastach. Na ulicach nie było bezdomnych, a odsetek ubogich rodzin był bardzo niski. Trzy wieki wcześniej tylko bogaci mieszkali w osadach. Za czasów Astrid, mało kto nie mieszkał w osadach.

sobota, 22 lutego 2014

Szła przez las...Rozdział 1.

   Szła przez las. Długie, ciemne włosy miała związane w luźny warkocz, a na sobie podartą, białą sukienkę do kolan. Na jej rękach i nogach było mnóstwo zadrapań i blizn, a ona ledwo, co się poruszała. Trzymała latarnię z ledwo żarzącym się knotkiem i pogniecioną kartkę. Była wychudzona i spragniona, bo od kilku dni uciekała. Tego wieczoru, miała nadzieję, że dojdzie do jakiejś osady, bo inaczej umrze z wycieńczenia. Wiedziała, że od tego wieczoru zależy wszystko…
   Z naprzeciwka szedł Nathan. Wracał z miasta do Crystalize. Miał się tam zatrzymać na kilka lat, aż niebezpieczeństwo w Edin przeminie. Było już bardzo późno, dlatego nie spodziewał się, że spotka kogoś w lesie. Każdy, kto cenił swoje życie, nocą trzymał się z dala od Wielkiej Puszczy. Do dziś można znaleźć tam różne dziwne i niebezpieczne stworzenia, które w nocy idą polować, a za czasów króla Morghoth’a było ich dużo, dużo więcej, …Dlatego, kiedy zobaczył zbliżającą się do niego postać, przeraził się, wyjął mieczyk, który zawsze trzymał za pasem i zaczął skradać się do stworzenia. Był już bardzo blisko, kiedy postać, nagle odwróciła się i zaczęła biec. On pobiegł jej śladem. Nie spodziewał się, że za moment całe jego życie odwróci się do góry nogami… Nie wiedział, że jeszcze kiedyś ją zobaczy, a jednak to była o n a…
-Astrid?- zapytał ostrożnie, ale na dźwięk jego głosu, dziewczyna schowała się w krzakach. Zrobiła to tak niezdarnie, że podarła (i tak już podartą) sukienkę i mocno się pokaleczyła. Podszedł do niej, wyplątał ją z krzewu i wziął na ręce. Ona ostatkiem sił próbowała się wyrwać, ale była zbyt słaba, żeby to cokolwiek dało.
-Uciekaj…- wyszeptała tylko i włożyła pogniecioną kartkę do kieszeni w jego kurtce. Potem straciła przytomność.
Nate jak najszybciej udał się do wioski. Kiedy tam dotarł, była czwarta nad ranem. Zaniósł dziewczynę do lecznicy i siedział przy niej cały dzień. O dwudziestej drugiej do pokoju Astrid przyszedł dr Marthin.
-Musimy porozmawiać chłopcze –zaczął lekarz- Z badań wynika, że ta dziewczyna straciła bardzo dużo krwi. Podaliśmy jej dodatkowe jednostki, ale nie możemy dokładnie stwierdzić, kiedy się obudzi. Miała też zwichniętą kostkę, która niestety nie była opatrzona i teraz przez dłuższy czas dziewczyna nie będzie mogła chodzić. Proponujemy, żeby została tu przynajmniej kilka dni, aż uda nam się wyleczyć najcięższe rany.
-Oczywiście, zgadzam się, ale ile dni konkretnie tu spędzi? –zapytał Nate.
-Przynajmniej dwa tygodnie- odpowiedział dr Marthin-Zajmiemy się nią, ale na razie nie wiemy czy leczenie nie potrwa dłużej.
-Jeżeli będziecie wiedzieć cokolwiek więcej, proszę mnie poinformować, a kiedy się obudzi, chciałbym być pierwszą osobą, która z nią porozmawia. Możemy się tak umówić?- zapytał lekarza. Musiał dowiedzieć się, dlaczego znalazł ją w takim stanie.
- Dobrze. Muszę już iść, zostawię cię z nią, ale kiedy tylko zechcesz możesz wrócić do domu. Do widzenia!
   Lekarz wyszedł, a Nate został sam na sam z Astrid. Kiedyś tylko o tym marzył, kiedyś mieli sobie tyle do powiedzenia, ale nigdy nie spodziewał się, że spełni się to w takich okolicznościach… Nie spodziewał się, że kiedykolwiek się spełni.
  Następnego dnia obudził się z głową na łóżku Astrid. Siedziała i patrzała na niego. Była szczęśliwa i rozpromieniona.
-Dzień dobry śpiochu- rzuciła i zaśmiała się- Dziękuję.
-Kiedy się obudziłaś?- zapytał ją z nieukrywaną radością- Może inaczej… Długo tu śpię?
-Wstałam nad ranem, a ty spałeś jak kamień. Podali mi kroplówkę, zrobili badanie krwi, a za chwilę przyniosą nam śniadanie. Dla ciebie też poprosiłam.
- Widziałaś wyniki badań? Zostaniesz tu jakiś czas- powiedział prosto z mostu Nate-Mam się tobą zajmować, tak jak kiedyś… Pamiętasz?
-Jak mogłabym zapomnieć? Wylałeś mi wiadro zimnej wody na głowę, bo chciałeś zaniżyć mi gorączkę, a potem zastanawiałeś się, dlaczego twój sposób nie działa- zaśmiała się szczerze Astrid. Od długiego czasu się nie śmiała…
-Rozmawiałaś z kimś?- zapytał ciekaw, czy doktor go posłuchał.
-Nie i nie wiem dlaczego. Umiem mówić w odmianie Crystil, ale po twoim uśmiechu wnioskuję, że maczałeś w tym palce…
-Zbyt dobrze mnie znasz, ale tym razem chodzi o coś innego… Nie wiem skąd przyszłaś, a jeżeli z Edin, wolałem żebyś z nikim nie rozmawiała… oprócz mnie…
W jednej chwili uśmiech zniknął z twarzy dziewczyny. Zrobiła się blada jak ściana.
-Masz moją kartkę?-zapytała przerażona wizją, że mogła ją zgubić- Tak, czy nie?
-Włożyłaś mi ją do kieszeni, ale nie sprawdzałem…-powiedział chłopak, niczego nieświadomy, podszedł do wieszaka w kącie pokoju i zaczął przeglądać wszystkie kieszenie płaszcza.
-Mam, ale…
-Oddaj mi ją!- krzyknęła lodowatym tonem Astrid-Daj mi ją, słyszysz?
Dziewczyna próbowała wyszarpnąć mu zwiniętą wiadomość, ale chłopak szybko odskoczył od łóżka.
-ZNAJDĘ CIĘ- przeczytał napis-… napisane krwią?...Co to znaczy, Astrid!
-Ktoś mnie szuka, a ja nie mogę być znaleziona, rozumiesz? Nie mogę ci powiedzieć…
  Oczy dziewczyny zaszły łzami. Wykrzywiła twarz w grymasie i próbowała powstrzymać płacz. Chłopak usiadł obok niej i ją przytulił. Nie rozumiał zachowania dziewczyny, więc postanowił zachować się jak najbezpieczniej.
-Astrid, zrobiłem coś nie tak?- kombinował bezradny Nate- Astrid, odezwij się…
-Ile mogę tu zostać?- zapytała dławiąc się łzami. Miała nadzieję, że jak najdłużej.
-Nie pytałem, ale wydaje mi się, że ile chcesz…
Dziewczyna natychmiast wtuliła się w niego. Była mu wdzięczna, mimo że to nie od niego zależało.
-Zostanę. Na pewno.
  Tak jak powiedziała- została. W szpitalu była, aż do wiosny. Nate spędzał z nią każdą możliwą chwilę. Prawie zamieszkał w jej pokoju. Był szczęśliwy, bo wreszcie mógł spędzić z nią czas, z dala od wioski, w której każdy ją znał. To była jego pierwsza wiosna od powrotu z miasta. Kiedy tylko Astrid była na siłach, żeby opuścić pokój w lecznicy, szli nad urwisko. Nikt oprócz nich tam nie przychodził. Mogli spokojnie porozmawiać. Astrid wciąż nie chciała nic wyjaśnić- Nate nie wiedział skąd przyszła, co się jej stało i co oznaczała wiadomość. To był temat tabu.
  Któregoś dnia, Nate przyszedł do jej pokoju. Nie było jej. Jak najszybciej wybiegł z lecznicy i poszedł nad urwisko. Tam też jej nie było. Spojrzał w dół. Morze. Na szczęście bez skał, rząd je usunął. Chłopak szybko zdjął koszulkę i gotowy był skoczyć, kiedy dziewczyna przybiegła i rzuciła się razem z nim do wody.