poniedziałek, 19 maja 2014

Felix- pierwsze spotkanie.

                                                                  FELIX

-Jestem Felix. A ty?-przedstawiłem się ślicznej dziewczynie. Słyszałem, że Semax jakąś porwał, ale nie sądziłem, że takie piękności pojawią się w posiadłości. 
-Jestem Astrid. Dziękuję za pomoc-odpowiedziała mi. uśmiechnęła się nieśmiało i ze zdenerwowania zaczęła przygładzać przemoczoną sukienkę.  Było jej zimno.
-Co cię tu sprowadza, nie widziałem cię jeszcze, a ja raczej znam wszystkie piękności tego miasta-zaśmiałem się trochę nerwowo. Nie chciałem wyjść na natarczywego-Może przejdźmy do jakiegoś pomieszczenia, ogrzejesz się.
-Dobry pomysł, nie wiem czy zauważyłeś, ale trochę zmokłam-powiedziała zdenerwowana i szybko wstała. Od razu jęknęła z bólu.
-Pomogę ci-powiedziałem i wziąłem ją na ręce-Co cię tu sprowadza?
-Pomoc a rozmowa, to dwie różne rzeczy. Na tą drugą nie mam ochoty-odparła sucho i wyraźnie nie chciała mnie dotykać. No cóż, poważnie pogadam sobie z Semaxem...

                                                             ASTRID

 Byłam dla niego niemiła, ale nie mogłam się przy nim rozpłakać. Noga bolała mnie jak diabli, a w dodatku nie bardzo chciałam spotkać tego zdrajcy. Niemalże zapomniałam o Nathanie. Nie wiedziałam gdzie był, ale byłam na niego nieźle wkurzona. Nie wiem jak mógł pozwolić na taki ruch ze strony Semaxa. Dlaczego tak pomyślałam? Przecież ja go kochałam. Chyba, że zaklęcie tak działa. Pewnie miałam go znienawidzić. Albo to wcale nie była miłość? Nigdy nie powiedział, że mnie kocha, ja też mu tego nie powiedziałam. Wtedy nic nie było oczywiste. Trudno było mi uwierzyć w istnienie miłości i szczerości. Każdy okazywał się kimś innym, Clarise też nie było, zostałam sama. I zamiast spróbować zyskać kogoś zaufanego, zachowuję się jak rozpieszczona księżniczka...
-Jestem z Edin, ale odeszłam stamtąd do Crystalize. Byłam tam, do niedawna, nie wiem jak to się stało, że tu jestem. Ktoś musiał mnie porwać-odezwałam się. Byłam prawie pewna, że chłopak jest na mnie obrażony. Nie zdziwiłabym się, byłam oschła, kiedy on mi pomagał. Ale odezwał się.
-Nawet wiem kto-odpowiedział i miałam wrażenie, że trochę się uśmiecha-Nie powinien był cię zaczarować.
   Wiedział. Kim on był? Felix? Czy ja go gdzieś poznałam? Musiałam dowiedzieć się, co jeszcze wiedział.
-Nie powinien to mało powiedziane. Oszukał mnie. Znowu-ciągnęłam tę "superprzyjemną" rozmowę, tylko po to by wydobyć jakieś informacje.
-Wiem kim on jest, co robi i co robił. Wiem też, że nie powinnaś marnować łez na tego dupka, bo jeszcze pocierpisz, a nie warto być przewrażliwionym-powiedział i okazało się, że stoimy przed drzwiami jakiegoś budynku. Wokoło nie było żywej duszy. Ulice siały pustkami. Felix delikatnie postawił mnie na ziemi i wreszcie mogłam przyjrzeć się jego twarzy. 
   Miał delikatne rysy, jasne oczy i roześmiane spojrzenie. Był nieziemsko przystojny, aż się zaczerwieniłam i szybko odwróciłam wzrok. Przecież nie warto być przewrażliwionym...



                                             FELIX 


  Przez chwilę myślałem, że mnie pocałuje. To byłoby dziwne, ponieważ dopiero ją poznałem. Ale też trochę tego chciałem. Zrobiło mi się głupio, więc wziąłem ją pod ramie i pomogłem wejść po trzech stopniach, prowadzących do mieszkania. Było duże, ale wprowadziłem ją do salonu. Włączyłem ogrzewanie i poszukałem jakichś suchych ubrań. Przyniosłem jej duży beżowy sweter i wełniane skarpetki. Okazały się dużo za duże i w swetrze wyglądała jak w sukience. Była niziutka i malutka. Włosy miała brązowe, ale jaśniały w oczach. Niebieskie, świdrujące oczy oglądały pokój. Zrobiłem jej herbatę i dałem koc. Wypiła napój, zwinęła się w kulkę z fotelu i szybko zasnęła. Usiadłem na fotelu obok i przyglądałem się jej. Na nogach i rękach miała blizny, ale stare. Świeże też były, ale wyglądały jak zadrapania, zarobione w lesie. Kostka była spuchnięta. Dodałem do herbaty leki przeciwbólowe, żeby szybko się zregenerowała. Przykryłem ją kocem i wróciłem na fotel. Oczy same mi się zamknęły...




Hej, to znowu ja :) mam nadzieję, że mimo zmiany narracji, opowiadanie się podoba. W załączniku zdjęcie jakiegoś przystojniaczka, który wg mnie idealnie pasuje na Felixa. 

No to miłego wpatrywania się w Felixa (wiem, że to robicie dziewczyny) i do następnego posta :D Wygnanka...



niedziela, 18 maja 2014

   Clarise chodziła po wiosce. Dziwiło ją, że żaden z mieszkańców nie zauważył niczego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni, miesięcy. Pomyślała jednak, że prawdopodobnie to wszystko działo się tylko w jej małym gronie bliskich. Ludzie tak jak zwykle, chodzili na imprezy, robili zakupy, chodzili nad morze, oddawali się radościom życia i po prostu żyli. Szybko przestała myśleć o innych. Zaczęła myśleć o Nathanie. 
   Nie mogła pozwolić na jego jakikolwiek związek z Astrid. Wiedziała, że to po prostu nie wyjdzie. Ona go zmieniała. Nigdy nie był sobą przy niej. Ze spokojnego żartownisia, zmieniał się w trzęsącego portkami romantyka. On taki nie był. Astrid była inna. Obowiązkiem Clarise było zadbanie o swojego przyjaciela. Znaczyło to odpędzenie Astrid. Raz na zawsze. 



                                                                     * * *

   Astrid chodziła z Semaxem po wielkim ogrodzie. Co kilkaset metrów pojawiały się altanki. Słońce powoli zachodziło, a ziemia była mokra przez deszcz, który spadł kilka godzin wcześniej. Chłopak nie mówił dużo. Pytał ją o tym co robiła po ucieczce. Potem, chwycił ją za rękę i przysunął ją do niej. Pozwalała mu na to. Kiedy był bliżej, mogła napawać się jego zapachem. Był cudowny. Trudno go opisać. Każdy czułby go inaczej. Magia zawsze ma w sobie lukę, przez którą można ją zdemaskować. W tym przypadku kiedy się do siebie zbliżali czuła inny zapach. 
-Chciałbym cię przeprosić. Skrzywdziłem cię, ale żałuję i chcę to naprawić. Zostaniesz ze mną?-zapytał i spojrzał jej prosto w oczy. Byli jeszcze bliżej niż wcześniej. 
-Pachniesz inaczej-zauważyła i od razu się odsunęła- Teraz jeszcze inaczej. Co to ma znaczyć?! Jak mogłeś? Myślałeś, że urok ci pomoże?! Nie wybaczę ci. Nigdy. Nie potrafisz radzić sobie z życiem, nawet kiedy chodzi o kontakty między ludzkie-krzyczała na niego zdenerwowana. Semax próbował coś powiedzieć, ale Astrid szybko się odwróciła i zaczęła biec. 
   Uciekała. Przed wszystkim. W myślach wrzeszczała na siebie, na swoją głupotę. Jak mogła się tak pomylić? Przecież on nigdy by się nie zmienił. Nie potrafi być uczciwym, szczerym i kochającym. Przez moment myślała, że naprawdę się zmienił. Ale oszukiwała samą siebie. Oczywiście zaczął padać deszcz. Zdjęła buty, żeby szybciej biec i schować się przed deszczem. Kiedy szła z Semaxem przez ogród, widziała kilka altanek. Przez deszcz nic nie widziała i biegła na oślep. Pod nogami miała błoto. Poślizgnęła się. Skręciła kostkę, a sukienka od błota nadawała się do wyrzucenia. Ale dalej się poruszała jak najszybciej mogła. Chłopak nawet nie próbował jej zatrzymać. To było oczywiste. Nigdy mu nie zależało na niej, tylko na jej genach. 
   Ból kostki był nie do zniesienia. Przystanęła na moment i rozejrzała się po ogrodzie. Wszystko straciło urok. Wydawało jej się, że jest w labiryncie. Nieskończone alejki, uliczki, tajemnicze ścieżki. Jednak coś zwróciło jej uwagę. Biała altanka, 20 metrów przed nią. Ledwo ją widziała przez deszcz i ciemność, nie wiedziała, czy kogoś tam nie ma, a wolała nie pokazywać się komukolwiek w takim stanie. Postanowiła, że zaryzykuje upokorzeniem, bo inaczej skręcenie będzie zbyt ciężkie do wyleczenia.  Przykuśtykała i usiadła na drugim stopniu schodków, znajdującym się już pod dachem. Zaczęła masować stopę i choć trochę oczyścić ubranie, kiedy poczuła, że ktoś dotknął jej ramienia.
-Potrzebujesz pomocy?-zapytał towarzysz. Był to średniego wzrostu blondyn z jasnymi oczami. Miał na sobie czarną koszulę i czarne jeansy. Wyciągał do niej rękę, żeby pomóc jej wstać. Chwyciła go, a on pomógł jej przykuśtykać do małej ławeczki. 
-Jestem Felix. A ty?
-Jestem Astrid. Dziękuję za pomoc.


                                                                         
   




Hej, tu znowu ja :) od razu przepraszam za długą nieobecność, ale mam ostatnio bardzo mało czasu, a oceny same się nie poprawią. Pomyślałam, że zmienię trochę sposób narracji. Ale tylko w przypadku Astrid i Felixa. Nad resztą jeszcze się zastanowię. Mam nadzieję, że się podoba, a jeżeli tak, to komentujcie :D 


poniedziałek, 12 maja 2014

Hej, to znowu ja! ;) zanim wstawię ciąg dalszy chcę wam pokazać mojego aska, jak macie moment to wejdźcie i zapytajcie o coś. Może dotyczyć opowiadania, na wszystko odpowiem. Oto on: http://ask.fm/account/wall miłego wypytawania :)

piątek, 2 maja 2014

Hej, tu znowu ja ;) zanim zacznę dalszy fragment pomyślałam, że wstawię piosenkę, która skojarzyła mi się z Clarise. Mam już kilka piosenek, które bym chętnie wstawiła w różne miejsca w opowiadaniu, ale nie wiem co o tym myślicie. https://www.youtube.com/watch?v=mWRsgZuwf_8 . Okej, do dzieła!



   -A może ta?-Ralda usilnie próbowała pomóc Astrid w doborze sukienki na kolację. Niestety dziewczyna nie mogła się zdecydować.
-Żółta? Na pewno?-odparła niepewnie- Ja myślałam o tej.
   Pokazała Raldzie srebrną suknię do ziemi, wyglądającą jak suknie księżniczek z praczasów. Na dole miała wszyte czarne ptaki, a im wyżej tym jaśniejsza się stawała. Lśniła blaskiem księżyca.
-Załóż ją-poleciła jej służąca- Jest piękna.
-Już wiem co założę na kolację!-pisnęła zza parawanu Astrid, po czym dodała z mniejszym entuzjazmem-Na pewno nie tą kieckę!
   Sukienka wyleciała górą i opadła na podłogę. Tak jak wszystkie inne. 
-Przypomniało mi się coś-oświeciło nagle Raldę- Semax chciał żebyś założyła tą.
   Azjatka podbiegła do dużej szafy w rogu garderoby i zaczęła grzebać w stercie materiałów, pudełek i butów. Minęła dłuższa chwila, po czym zwycięsko wyjęła jedno z pudeł.
-Mam!-ucieszyła się i podała paczkę Astrid-No otwórz!
   Otworzyła niepewnie pudło i już wiedziała co założy. Czarną sukienkę do kolan, ze złotymi ćwiekami na barkach i w talii. Uszyta była z przyjemnej dzianiny, wymieszanej z jedwabiem. 
-Wyglądasz...cudownie!-powiedziała Ralda, kiedy zobaczyła Astrid w nowej sukience- Pomyślałam, że mogłabym ci upiąć włosy w wysoki kok z kokardą z włosów. Zrobię ci złote kreski na powiekach i wytuszuję rzęsy, a na usta nałożę wiśniową pomadkę. Chodź, mamy półtora godziny, potem już będę musiała cię wypuścić-dziewczyna tak się cieszyła, że cała jej twarz była zarumieniona.
-Wiesz co, myślę, że tak będzie świetnie, ale chciałabym przefarbować włosy. Elecktra mi je ścinała i zmywała blokady, ale chyba wolałabym je żywsze-wyznała jej Astrid-I dłuższe.
-Jeszcze dłuższe?-zdziwiła się Ralda i rozpuściła Astrid włosy. Sięgały do pasa i były platynowe.
-Kiedy one tak szybko urosły? W każdym razie, chcę żeby były wiśniowe. Resztę pozostawiam tobie-uśmiechnęła się dziewczyna i pozwoliła pracować azjatce.  Po 80 minutach była gotowa. Czerwone włosy lśniły w świetle, a niebieskie oczy nabrały zielonkawego odcienia. Ralda podkręciła jej włosy i pozwoliła im swobodnie opadać na plecy. Na oczach zrobiła delikatne czarno złote kreski i pomalowała jej usta na wiśniowo. Wyglądała olśniewająco.
-Jeszcze buty. Myślałam o czarnych koturnach. Semax jest sporo wyższy, a buty dopełnią cały strój-powiedziała służąca i delikatnie przygładziła jej włosy. 
-Raldo, powiedz mi, ile masz lat?-zapytała Astrid, podczas zakładania butów.
-17.  Ale wyglądam na mniej, bo jestem nimfą. Wyczuwam też emocje innych. Nie bój się. On się zmienił dla ciebie-powiedziała jej Ralda-Chodźmy już, nie możesz się spóźnić.
   Szły przez długi korytarz, aż w pewnym momencie Ralda, kazała Astrid iść dalej samej. Przeszła jeszcze kilka metrów i zobaczyła ciemną sylwetkę. Im bardziej się zbliżała, tym mocniej czuła swój ulubiony zapach cynamonu. Chłopak się obrócił, a Astrid zapomniała o wszystkim co jej zrobił. Znowu był dla niej najważniejszy. 


                                                                    * * *


   Nathan wyruszył o świcie. Nie wiedział gdzie dokładnie jest Astrid, ale był pewien, że ją odnajdzie. Zdał sobie sprawę, że może zrobić dla niej wszystko. Clarise nie odzywała się do niego przez trzy dni. Nie chciał na nią nakrzyczeć, źle się z tym czuł, ale uważał też, że nie powinna tak się zachowywać w stosunku do Astrid. Dziewczyna za to, bardzo cieszyła się, że Nathan określił się w uczuciach. Wiedziała, że nie ma u niego większych szans. Zawsze opowiadał jej o Astrid, ale ona nigdy nie sądziła, że jej powrót jest realny. Ukrywała przed Nate'em co tak naprawdę do niego czuje. Zawsze był dla niej ważny, najważniejszy, ale ona najwyraźniej była na drugim miejscu. Myślała, że może jeżeli wymyśli historię z Semax'em i oddzieli Astrid od Nathana, to zajmie jej miejsce, przez jego współczucie. Kiedy wreszcie powiedział, na czym stoi, wszystko stało się jasne. Chciała go znienawidzić, oddalić się, ale był zbyt bliski i nie mogła pozwolić mu odejść. Chciała jedynie pokazać, że na Astrid nie może już czekać, bo ona nie wróci. Kiedy Semax czegoś chce, zawsze to dostaje. Nie ważne ile osób przy tym cierpi. 
   Szedł przez las. Trawa była jeszcze wilgotna od porannej rosy. Miał torbę z prowiantem, bronią i zapasowymi ubraniami. Miał nadzieję, że dotrze do jakiejś osady przed zmrokiem. Inaczej mógł nie przeżyć do następnego dnia. Ale ignorował ryzyko, bo dla niej zrobiłby wszystko.


                                                                    * * *



-Jak miło cię widzieć, po tylu latach-uśmiechnął się szelmowsko Semax-Może spróbujemy jeszcze raz-jestem Semaxylion, ale mów mi Max.
-Astrid-kąciki ust wędrowały ku górze. Max pocałował ją w rękę, a ona spąsowiała.
-Czy mogę?-zapytał i chwycił ją za rękę-Pięknie wyglądasz, a kolor włosów ślicznie podkreśla twoją bladą cerę-szczebiotał żeby ją rozśmieszyć. Podziałało od razu. Dziewczyna już była w nim zakochana, a on potrafił obudzić w niej dawne uczucia.
-Miło mi to słyszeć, ty też całkiem, całkiem-uśmiechnęła się. Już poprawił jej się nastrój. Część jej, wciąż pamiętała co się stało, ale zdecydowana większość, chciała o tym zapomnieć. 
-Chciałbym cię gdzieś zabrać. Pokazać ci miejsca, których nie pokazałem ci wcześniej. Pokazać jak się zmieniłem, chcę żebyś mi wybaczyła, bo jeżeli tego nie zrobisz...wszystko straci sens-wyszeptał jej na ucho i spojrzał w oczy. Dobrze znała tę sztuczkę. Normalnie na pewno by nie uwierzyła, bo wiedziała, że on tylko zwodzi, a potem zostawia z pustką w sercu. Tamtego wieczoru, serce waliło jej jak młotem, a ona nie potrafiła się na niego złościć. Coś było nie tak. Wszystko działo się za szybko. Ale ona była zbyt otumaniona, żeby to zauważyć.
-Dla ciebie zrobię wszystko-mówiła jak zaczarowana-Kiedyś mnie kochałeś...
-Nadal cię kocham. Ale ty mnie nie. A ja chcę to zmienić-wyszeptał i ją pocałował-Muszę się jeszcze pozbyć dzieciaka, ale to będzie proste...-pomyślał i zaczął oprowadzać Astrid po ogrodzie. Jego zaklęcia nigdy nie działały, aż tak dobrze jak tej nocy.